Sen o potędze

 

Lubię być pierwsza.

Bunk’art jest miejscem, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się już 2 lata temu. Próbowałam tam wejść – okazało się, że był otwarty raz i to zupełnie okazyjnie. Miejsce to traktowałam mocno obsesyjnie, bo chciałam być pierwsza.

W maju spełnił się mój sen o potędze. Muszę przyznać, że jeszcze przed sezonem przez przypadek skontrastowałam dwa miejsca będące symbolem komunistycznego reżimu. Jedno znane mi od dawna (Gjirokastra) oraz świeżynkę czyli wspomniany już Bunk’art.

Gjirokastra jest miejscem, które jednak bardziej kojarzy się z twierdzą, listą UNESCO i klimatycznymi uliczkami. To właśnie tam urodził się Enver Hoxha, osoba z którą automatycznie kojarzy się historia najnowsza Albanii. Ciekawe dla okresu komunizmu są trzy punkty: dom Hoxhy, muzeum znajdujące się na twierdzy oraz mały lokal przy hotelu SOPOT. Jeśli zapytamy przeciętnego mieszkańca „miasta srebrnych dachów”, gdzie znajduje się dom, w którym urodził się dyktator zwykle napotkamy wzruszenie ramionami. Jak zapytamy o muzeum etnograficzne to jest już lepiej. Możemy liczyć na pomoc. W przypadku słynnego ziomka ludzie są bardziej podejrzliwi. Dopiero, gdy konfidencjonalnie zapytamy właściciela wspomnianego już lokalu o „Komandante” możemy liczyć na wypowiedziane szeptem słowa „A pytasz o naszego legendarnego komandante?”. Później starszy Pan uśmiechnie się rozbrajająco i powróci do roli gospodarza, który w delikatnych aluzjach przemyci co jakiś czas kilka słów o „wujaszku”*.

Muzeum w Gjirokastrze nie jest już tak subtelne. Cele więzienne są zimne, wilgotne i przerażające. Jednak opatrzone opisami jeszcze z poprzedniej epoki, podkreślającej jedynie zbrodnie jakich w tym miejscu dokonywała władza króla Zogu. W Muzeum Uzbrojenia odręcznie wykaligrafowane tabliczki nie tylko opisują jaki rodzaj broni możemy podziwiać. Każde zdanie zaczyna się tam od słowa TROFEUM. Zawsze jak stoję z turystami pod monumentalnym pomnikiem nieznanego żołnierza na twierdzy to opowiadam o nostalgii. Może ta nostalgia właśnie, jakiś sen, który kazał udowadniać całemu światu potęgę komunizmu sprawił, że u stóp tego wielkiego i zapewne bohaterskiego w swojej kamiennej postawie chłopa ktoś postawił maleńki włoski czołg marki Fiat. Przecież nasz postument mógłby zgnieść tą „zabaweczkę.”

 

Ekspozycja w Gjirokastrze na pewno jest warta wizyty, chociaż sposób ekspozycji przypomina szkolne akademie ku czci. Bunk’art jest już miejscem na wskroś innym. Nowoczesnym w swoim przekazie. Na pewno jeszcze niepełnym. Nieskończonym. Ciągle „under construction” tak jak cała idea myślenia o komunizmie w Albanii. Mi osobiście wydaje się, że nasze polsko-polskie wojenki dotyczące dekomunizacji są obecne w naszych życiorysach niezależnie od pokolenia. W Albanii moi rówieśnicy nie do końca przejmują się tym co było. Starsze pokolenie opowiada swoje historie bez większego zaangażowania. Są łzy. Jest poruszenie. Jednak w kwestii debaty publicznej temat raz na jakiś czas wypływa, a później gaśnie i życie toczy się dalej. Tęsknota za ładem i porządkiem czasów Hoxhy istnieje. Mniej jest we wspomnieniach dzieciństwa dyktatury, więcej biedy i pierwszych społecznych doświadczeń, które znane są nam wszystkim.

Kiedy pierwszy raz wylądowałam w Bunk’art zastanowiły mnie gadżety tam sprzedawane. Zwłaszcza koszulki z „cytatami” Hoxhy. Oczywiście te cytaty to ściema i czysty marketing. Przyznam, że uśmiechnęłam się do koszulki „Byłem tu – Enver Hoxha”. Później znalazłam się w najbardziej zimnym miejscu jakie dane mi było oglądać. Położonej pod ziemią u stóp Dajiti plątaninie korytarzy. 106 pomieszczeń. 5 poziomów. Sen o potędze. Podszyty strachem lat siedemdziesiątych. Hoxha w swojej komunistycznej skromności nosił w tamtych czasach prochowiec i czarny kapelusz. Ze swoim szerokim uśmiechem na chudej twarzy wyglądał faktycznie jak wujaszek. Pokazywał jednak niczym paw betonowe piórka bunkrów. Chciał ochronić siebie, aparat oraz lud przed atakami, z każdej możliwej strony. Tulił swoje dzieci tak mocno, że umierały z braku tlenu. Klaustrofobia, która towarzyszy wejściu pod ziemię dobrze ukazuje jedna artystyczna instalacja Bunk’art. Artysta wyświetla na ścianie jednego z pomieszczeń okno, których w bunkrze nie miało prawa być. Okno podziurawione. Okno bardziej przerażające niż pozwalające opanować klaustrofobie. Hohxa zamknął wszystkie okna ze strachu przed zbłąkanymi kulami swoich dawnych przyjaciół. Wojna jest jednym z naszych największych lęków. Ale czy brak wolności nie jest równie przerażający?

Na pewno polecam wszystkim Bunk’art ze względu na materiały tam zgromadzone. Pokój Hoxhy, gdzie Albańczycy fotografują się w komunistycznym geście pięści uniesionej dumnie na wysokość głowy. W kącie wisi słynny prochowiec i kapelusz. Później możemy zobaczyć całe archiwum propagandy świetnie zestawione ze zdjęciami procesów, bunkrów i strachu.

Na koniec trafiamy do Sali Zgromadzenia, gdzie rząd miał mieć posiedzenia. Wszyscy siadamy wygodnie na fotelach. Akustyka tej sali doskonale przyjmuje słowa o kraju, gdzie nie było Boga. Kraju, gdzie nie można było kochać swoich dzieci. Kraju, gdzie system dyktował nam kogo mamy kochać. A może lepiej rzec: kogo kochać nie możemy.

Był tylko sen o potędze.

*Albańczycy nazywali/nazywają Hoxhę „xhaxhi” czyli wujek

 

 

 

 

Berat/Ardenica

Jak doskonale wiecie w sezonie niestety nie mam czasu na pisanie. O Beracie pisałam – o Ardenicy jeszcze będę chciała napisać wiele, wiele więcej.

Dziś chciałam pokazać jak wspaniale jest zwiedzać te dwa miejsca poprzez fotografię Krystiana Pilawy. Zdjęcia są genialne! A każdy kto chce może zobaczyć „na żywo” jak oprowadzam po tym mieście. Tu macie mały przykład mojego szaleństwa🙂

W tym roku Durres!

Sezon czas zacząć!

W tym roku zmiany, zmiany proszę Państwa!

Przede wszystkim będzie można mnie spotkanie nie we Vlorze, ale w Durres! Tam również będę organizować wycieczki fakultatywne, na które serdecznie wszystkich moich czytelników zapraszam!

Nie lubię się „reklamować”, ale od kiedy powstał mój blog wiele osób szuka ze mną kontaktu, bo ciężko faktycznie jest znaleźć kogoś, kto tyle lat siedzi w temacie. Jak wiele osób wie – staram się nie tylko oprowadzać, ale też opowiedzieć o moich doświadczeniach i życiu w Albanii. Obgaduję trochę Albańczyków, dziwię się czasem i zachwycam. Jeśli macie ochotę posłuchać o tym jak to jest mieszkać w tym kraju oraz dowiedzieć się czegoś więcej niż oferują przewodniki naprawdę zapraszam!

Zadzwońcie +355 695 240 673 lub napiszcie moja.albania@gmail.com. 

Można też mnie spotkać w hotelu Sunborn oraz Princ.

A gdzie pojedziemy? Przede wszystkim uważam, że nie ma co porywać się z motyką na słońce i wciskać wszystkiego od Szkodry do Gjirokastry. Chcę pokazać miejsca, która znam doskonale i kocham.

tirana

TIRANA

TIRANA I KRUJA

pierwszą atrakcją miejscowość Kruja. Tu najważniejszym punktem jest tzw. turecka uliczka, na której możemy kupić oryginalne pamiątki. Prowadzi ona również do twierdzy Skanderbega – najważniejszej postaci w historii Albanii. Po czasie spędzonym w Krui kierujemy się do stolicy Albanii – Tirany. Spacer zaczynamy w dawnej zamkniętej dzielnicy dygnitarzy komunistycznych. Następnie idziemy główną ulicą miasta, na której znajdują się m.in. Pałac Prezydencki i inne budynki rządowe. Zatrzymujemy się również pod Piramidą Hodży i docieramy do Placu Skanderbega, gdzie znajduje się charakterystyczna mozaika, która jest jednym z symboli kraju. Odwiedzimy również słynny komunistyczny bunkier przeciwatomowy w tym roku otwarty dla turystów! Następnie wjeżdżamy kolejką linową na górę Dajiti, z której roztacza się zapierający dech w piersiach widok na Tiranę.

WIĘCEJ O TIRANIE…

Cena: 25 euro/osoba

Berat

Berat

MIASTO TYSIĄCA OKIEN (BERAT & ARDENICA)

pierwszym przystankiem jest Berat, czyli słynne „miasto tysiąca okien” znajdujące się na Liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO oraz nazwane miastem muzeum. Berat uważany jest również za jedno z najstarszych miast regionu. Tam zwiedzamy m.in. starą cześć miasta położoną w obrębie twierdzy oraz monaster i muzeum Onufrego – najsłynniejszego twórcy ikon. Twierdza jest rozległa i można z jej murów podziwiać panoramę miasta. W monastyrze Najświętszej Marii Panny podziwiamy niezwykły ikonostas, a ze względu na to, że już w świątyni nie odbywają się nabożeństwa możemy również znaleźć się po jego drugiej stronie. Po opuszczeniu twierdzy zwiedzamy dolną część miasta z orientalną zabudową. W drodze powrotnej odwiedzamy Ardenicę, gdzie zwiedzamy monaster, w którym możemy podziwiać pięknie zachowane freski oraz ikonostas.

WIĘCEJ O BERACIE….

Cena: 35 euro/osoba

Ochryd

Ochryd

OCHRYD

Spacer po tym urokliwym mieście rozpoczynamy od pomnika św. Klemensa, który znajduje się w samym sercu miasta. Następnie zwiedzimy średniowieczną cerkiew św. Zofii, która jest jednym z najważniejszych zabytków w całej Macedonii. Następnie odwiedzimy cerkiew św. Pantelejmona, położoną nad wzgórzach nad Jeziorem Ochrydzkim oraz Cerkiew św. Jana Teologa w Kaneo. Na zakończenie przejedziemy do górującej nad miastem Twierdzy Samuela oraz Teatru antycznego.

Cena: 45 euro/osoba

Iza i jej monastyry.

Iza i jej monastyry.

PRIZREN 

już sama trasa do Prizrenu zasługuje na szczególną uwagę. Albania jest połączona z Kosowem autostradą, która przebiega przez piękne górzyste rejony oraz rozlewisko rzeki Fierza. Samo miasto zasługuje na uwagę, gdyż posiada zabytki m.in. z okresu bizantyjskiego oraz Imperium Osmańskiego. Spacer po starym mieście obejmuje m.in. klasztor Zbawiciela z  XIV wieku czy najważniejszą cerkiew klasztorna Bogorodicy Ljeviškiej z XIV wieku, która jest wewnątrz zdobiona niezwykle cennymi freskami z bizantyjskiego okresu Paleologów. Jest ona wpisana na listę UNESCO i stanowi jeden z trzech obiektów najważniejszych średniowiecznych zabytków Kosowa.

Cena 45 euro/osoba

Bilety wstępu są płatne dodatkowo. Potrzebuję również odpowiedniej ilości osób żeby wycieczka się odbyła!

10567529_701682109901241_956973538_n

Dużo gadam🙂

 

 

 

Albania w domu

Kilka razy w ciągu sezonu zdarza mi się w turnusie śmieszek, który zadaje, z udawaną powagą , pytanie, gdzie można kupić Kałasznikowa na pamiątkę. Kilka osób pytało też o granaty, ewentualnie o marihuanę z Lazaratu. Może to być rozczarowujący wpis, bo wśród pamiątek, które można przywieźć z Albanii nie będzie tych precjozów.

Pamiątki dzielę zwykle na te, które można po powrocie skonsumować oraz takie, które można postawić na półce i cieszyć się nimi całe życie. Pierwsze można kupić na targu lub w sklepie spożywczym czyli nie ma z tym większego problemu. Po drugie najlepiej wybrać się do Kruji lub Gjirokastry, gdzie są uliczki pełne sklepików z wszelkimi możliwymi drobiazgami. Nie oszukujmy się – wiele rzeczy jest made in china, ale można dostać tam również całkiem oryginalne drobiazgi.

Sklepik w Gjirokastrze

Sklepik w Gjirokastrze

KOMUNO WRÓĆ czyli pamiątki socrealistyczne

Chyba najbardziej oryginalną pamiątką, którą można przywieźć z Albanii są bunkry. Popielniczki, statuetki, breloczki w kształcie szarego kapelusza pieczarki. Brzydkie. No po prostu paskudne🙂 Często z czarnym orłem na szczycie co dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy. Jednak oryginalności nie można im odmówić – na 100% nikt inny nie będzie miał takiego souvenira na półce.

Jednak, jeśli jesteśmy wielbicielami Envera Hoxhy powinniśmy przede wszystkim zaopatrzyć się w kubek z jego podobizną. Nie wiem skąd ten pomysł, bo to trochę jakbyśmy produkowali filiżanki ze Stalinem lub w wersji light Gierkiem i Gomułką.

Hoxha, bunkry, koniak, orzeł i chińszczyzna...

Hoxha, bunkry, koniak, orzeł i chińszczyzna…

Orzeł rządzi

Na wszystkich albańskich straganikach z pamiątkami rządzą dwa kolory: czerwony i czarny. Czyli kolory ich flagi. Każdy z nas może się zaopatrzyć w każdy możliwy chyba gadżet z czarnym dwugłowym orłem na czerwonym tle. Koszulki, portfele, breloczki, magnesy na lodówkę… wymieniać mogę bez końca. Nawet, jeśli kupimy coś innego to i tak nasz prezent zostanie zapakowany w reklamówkę z tym motywem.

Nawet na plaży możemy położyć się na fladze...

Nawet na plaży możemy położyć się na fladze…

Flaszeczka dla szwagra

Absolutnie nie możemy wrócić z wycieczki z Albanii bez koniaku/brandy. Słynny Skanderbeg nie jest znany z tego, że pogonił Turków, ale dlatego, że jego imię nosi najsłynniejszy albański trunek.

Wyjaśnię najważniejszą kwestię dotyczącą tego czy to koniak czy to brandy. Jak nam mieszkańcom Unii Europejskiej wiadomo ser feta jest tylko w Grecji, a marchewka to owoc tak koniak może być tylko francuski. Albańczycy przegrali nawet sprawę o nazwę i tak Skanderbeg stał się brandy. Ale my i tak wiemy swoje.

Uważajmy również na super tanie koniaki w małych sklepikach lub na bazarkach. Najczęściej są to podróbki! Jak poznać podróbkę? Ma się po niej kaca😉

Albańska uczta w polskim klimacie

Bardzo dużo typowych dla Bałkanów produktów można kupić również w Albanii: dobra oliwa z oliwek, przyprawy, raki, wino, oliwki, genialny miód. Z bardziej specyficznych produktów warto wspomnieć o marmoladzie z fig oraz fergese (paście z białego sera z oliwą z oliwek, przyprawami i warzywami), herbatka górska (jest to zioło o nazwie gojnik), ser kackavall.

Stylowe czapeczki i skarpetki :)

Stylowe czapeczki i skarpetki🙂

Oryginalnie

Jeśli nie chcemy bunkra, ale jednak marzymy o posiadaniu czegoś typowo albańskiego to na przykład w Kruji bardzo popularne są koszyczki lub popielniczki z drzewa oliwnego. Niestety rozwieję jeden mit… w większości nie jest to drzewo oliwne, które jest za drogie. Sprzedawcy zwykle jednak tak twierdzą, ale trochę mają racji, bo barwią i zabezpieczają je specjalnie przygotowaną „pastą” z oliwek.

W mieście Skanderbega można również kupić bardzo ładną srebrną biżuterię. Srebro głównie pochodzi z Turcji i cenowo nie wygląda to najgorzej. Poza tym można znaleźć prawdziwe cudeńka. Ciekawie również wyglądają miejsca, gdzie ręcznie tka się dywany, kilimy etc. Białe czapeczki, które widzimy na zdjęciu powyżej to produkt albański, ale jest to produkcja masowa.

Jak widać, nie przyjedziemy z Albanii z pustymi rękami – nasza kolekcja pamiątek na pewno się powiększy o ciekawe zdobycze. Jeśli nawet nie lubimy jak coś nam się kurzy na półce to z pewnością będziemy mogli przywieźć letnie smaki ze sobą do domu.

 

 

 

Albańskie menu

Planując podróż gdziekolwiek planuję zwykle co zjem. Kocham dobre jedzenie i odkrywanie smaków. Specjalnie dla Was przygotowałam zestawienie tego co moim zdaniem musi koniecznie znaleźć się na Waszej liście potraw do spróbowania w Albanii. Nie oddam tu wszystkich niuansów albańskiej kuchni, ale wcale nie o to chodzi. Bardziej liczę na to, że będzie Wam ciekła ślinka na samą myśl o podróży do Albanii.

Śniadanie

Co można wymyślić na śniadanie oprócz zestawu: kawa, kanapka, omlet?

Najbardziej bałkański przysmak. Uwielbiany przez Polaków (i nie tylko) bywających w Chorwacji i Czarnogórze. Jego wysokość BYREK (znany w krajach słowiańskich jako „burek”). Znam takich, którzy ograniczają się tylko do spożywania tego przysmaku, bo faktycznie jest syty i pasuje do każdej pory dnia (i nocy). Cóż to takiego?

Wystarczy ciasto filo i słone nadzienie. W cieniutkie warstewki tego ciasta zawija się mięso mielone lub biały ser typu feta lub szpinak lub cebulę… Wersji jest bardzo dużo i zależy wszystko od regionu w jakim się akurat znajdujemy. Do tego oczywiście „dhall” (inaczej „ajran”) i najważniejszy posiłek dnia mamy zaliczony.

Cena: 50-150 leków/ 0,4-1 euro

image001

Obiad

Zacznijmy od zupy. Dla mnie nadmorską królową zup jest zupa rybna. Już kiedyś o niej wspominałam i ciągle powtarzam, że nie ma nic wspólnego z polską odmianą gotowaną na łbach czy innych niezbyt apetycznych częściach rybki. Bulion, kawałki grillowanej ryby oraz warzywa. Lekki wstęp do większego posiłku.

Cena: 300 leków/ok 2 euro

DSCN2271

Tekst o albańskich przysmakach nie może obejść się bez wspomnienia tave. Jest to rodzaj zapiekanych potraw, których istnieje kilka rodzai. Najbardziej znane są tave dheu i tave kosi. Pierwszy to zapiekana w białym, twarogowym serku z dodatkiem maki wątróbka. Drugi to zwykle jagnięcina zapiekana w jogurcie. Ten opis nie oddaje oczywiście całego kunsztu przyrządzanego dania, ale opisuje to czego możemy się spodziewać🙂 Jadłam odmiany z kurczakiem, rybą czy owocami morza. Danie podaje się oczywiście z nieodłącznym na Bałkanach chlebem.

Cena: 400-700 leków/ 2,5-5 euro

IMG_20150620_133544

Deser

Moje ukochane ciasto czyli Trileće. Nie pochodzi z Albanii tylko z Ameryki Południowej, ale zadomowiło się zarówno na tureckich, a później albańskich stołach. Cała tajemnica tkwi w połączeniu różnych rodzajów mleka (normalne, skondensowane oraz śmietanka), którymi nasączony jest zwykły biszkopt. Ciasto polane karmelem dosłownie rozpływa  się w ustach.

Cena: 200 leków/1,5 euro

 

IMG_20150821_151459

Kolacja

Dla mnie idealny wieczór to dość kiczowaty obrazek: restauracja przy samej plaży. Morza szum. Dobre wino. Dobre towarzystwo. I owoce morza. W każdej możliwej postaci! Grillowane krewetki bez zbyt wielu dodatków. Smażone kalmary w delikatnej fryturze. Małże w sosie własnym z pomidorkami cherry i cytryną. Sałatka z ośmiorniczek. Można przesiedzieć tak całą noc i kosztować nowych smaków. Nawet osoby, które zarzekają się, że nie lubią owoców morza w Albanii powinny skusić się chociaż na mały eksperyment kulinarny! Na pewno nie będą żałować, gdyż owoce morza w Albanii są świeże i wyśmienite! I na naszą kieszeń.

Cena: małże ok 500 leków/ok 3,5 euro, krewetki ok 1000 leków/ok 7 euro, kalmary ok 500 leków/ok 3,5 euro

WIĘCEJ O ALBAŃSKIEJ KUCHNI!

Turystyka, Albania i ciekawe czasy

Jednym z najfajniejszych momentów w życiu jest chwila, kiedy można powiedzieć komuś: ‚A nie mówiłam!”. Fakt, że miało się rację to niespotykana radocha. Coś na pograniczu zwycięstwa, zemsty i takiej ogólnej satysfakcji. Jeśli jeszcze człowiek napracował się swego czasu nad jakimiś tematem i dostał kilka razy kopa w …. no po prostu kopa….. to już w ogóle cieszy się jak norka.

Dwa lata temu dobijałam się do wielu drzwi z Albanią. Chciałam pisać, promować, publikować. Na maile nie odpisywano, a jeśli nawet to wysyłano mnie na drzewo. Pozwolę sobie zacytować jeden z takich maili:

Pani Izabelo,

Twierdzenie, że Albania może rywalizować z Grecją czy Chorwacją świadczy, że patrząc z perspektywy albańskiej, zatraca Pani proporcje. Podziwiam jednak Pani pasję i kładę to na karb Pani zaangażowania w sprawy tego kraju.

Mogłoby się wydawać, że pisał do mnie człowiek, który na turystyce zjadł zęby. Może popadł w rutynę i patrząc ze swojej perspektywy, zatracił nie tyle proporcje co szerszy pogląd i intuicję.

Pamiętam, jak jeszcze na przełomie wieków ludzie kiwali głową, kiedy ktoś wybierał się na wakacje do Chorwacji, która jeszcze przed chwilą była częścią Jugosławii. „Przecież tam jest wojna!” krzyczano długo po tym jak ostatnie krwawe ślady stały się przeszłością. A teraz? Chorwacja i Czarnogóra to miejsca, gdzie jeździmy chętnie i nie wspominamy już tak często o tym, że faktycznie w naszym pokoleniu działy się tam rzeczy straszne.

Następna w kolejce stała Albania.

I tak wybuchła bomba.

Niestety w sensie dosłownym. Jest takie przekleństwo „żebyś żył w ciekawych czasach”. Tak się właśnie nam przydarza. Terroryzm uderza w turystykę. Uchodźcy wywołują w nas lęk równy przemarszowi zombie. Wszystko to oczywiście okraszone jest przez media odpowiednim komentarzem. Tak właśnie powstaje zamęt, który zadziałał o dziwo na korzyść Albanii. Chociaż w tej całej sytuacji dostrzegam również ciemniejsze strony.

W Egipcie samoloty spadają. W Turcji raz po raz wybuchają bomby. Paryż, Bruksela… samobójcze – świetnie zorganizowane zamachy. Ludzie zaczynają poszukiwać alternatywy i w taki oto sposób trafiają do Albanii. W tym roku nie musiałam się specjalnie prosić o publikację tekstów. W kilku poczytnych portalach przyjęto mnie z otwartymi ramionami. W tym roku w Albanii zaroiło się od nowych agencji. Natomiast Rosjanie nazywają ten kraj „małą Turcją”. Na własne oczy widzimy w jaki sposób Albania trafia na oficjalne listy kierunków uznawanych za turystyczne. Nadal w aurze skandalu oraz pewnej dozy niedowierzania. Zacznie się robić tłoczno – zacznie się robić komercyjnie. Saranda jest chyba najlepszym tego przykładem. To miasteczko pęka w szwach. W pobliskim Ksamilu ludzie siedzą sobie na plaży na głowach. W Durres powstają wypasione resorty, ale nadal jest swojsko. Vlora dostała zadyszki, ale jak tylko zakończą wszystkie remonty turyści będą zachwyceni.

Albania jako kraj, który nie ma nic wspólnego z fundamentalizmem religijnym rzeczywiście jawi się jako doskonała alternatywa dla wielu popularnych destynacji. No i te ceny! Jeszcze jest tanio. Jeszcze jest normalnie. I o ironio!  Bardzo bezpiecznie! Podkreślam to. Wbijam do głów od lat. W końcu widać to, jak na dłoni.

Największy niepokój budzą aktualnie uchodźcy, którzy skutecznie obrzydzili ludziom Grecję. Wciąż pojawiają się pytania ich dotyczące. Mogę ogłosić wszem i wobec, że uchodźców w Albanii jak nie było, tak nie ma. Przyznam, że śmiejemy się ze znajomymi, że chyba stereotyp strasznej Albanii podziałał. Jeśli Grecy powtarzali im, że tam będzie im gorzej niż w Syrii, bo ta straszna mafia, bieda i Voldemort…. no to do Albanii walą tłumy, ale turystów.

A poważnie podchodząc do sprawy – Albania drzwi uchodźcom zamknęła. Zdeklarowali się, że mogą przyjąć niewielką ich liczbę, ale zostaną oni umieszczeni w zamkniętych obozach bez możliwości ich opuszczania. Taka alternatywa nie była widocznie kusząca. Na trasie uchodźców też już nie ma. Do wakacji wszyscy będą w Turcji, gdzie są sukcesywnie transportowani.

Moim największym zmartwieniem w te wakacje będą mistrzostwa w piłce nożnej… oznacza to dla mnie tylko jedno: będę musiała układać plany wycieczek fakultatywnych pod terminarz rozgrywek🙂

Nie ma się czego obawiać te łódki w Albanii nie przewożą uchodźców.

Nie ma się czego obawiać te łódki w Albanii nie przewożą uchodźców.