Berat/Ardenica

Jak doskonale wiecie w sezonie niestety nie mam czasu na pisanie. O Beracie pisałam – o Ardenicy jeszcze będę chciała napisać wiele, wiele więcej.

Dziś chciałam pokazać jak wspaniale jest zwiedzać te dwa miejsca poprzez fotografię Krystiana Pilawy. Zdjęcia są genialne! A każdy kto chce może zobaczyć „na żywo” jak oprowadzam po tym mieście. Tu macie mały przykład mojego szaleństwa:)

W tym roku Durres!

Sezon czas zacząć!

W tym roku zmiany, zmiany proszę Państwa!

Przede wszystkim będzie można mnie spotkanie nie we Vlorze, ale w Durres! Tam również będę organizować wycieczki fakultatywne, na które serdecznie wszystkich moich czytelników zapraszam!

Nie lubię się „reklamować”, ale od kiedy powstał mój blog wiele osób szuka ze mną kontaktu, bo ciężko faktycznie jest znaleźć kogoś, kto tyle lat siedzi w temacie. Jak wiele osób wie – staram się nie tylko oprowadzać, ale też opowiedzieć o moich doświadczeniach i życiu w Albanii. Obgaduję trochę Albańczyków, dziwię się czasem i zachwycam. Jeśli macie ochotę posłuchać o tym jak to jest mieszkać w tym kraju oraz dowiedzieć się czegoś więcej niż oferują przewodniki naprawdę zapraszam!

Zadzwońcie +355 695 240 673 lub napiszcie moja.albania@gmail.com. 

Można też mnie spotkać w hotelu Sunborn oraz FAFA.

A gdzie pojedziemy? Przede wszystkim uważam, że nie ma co porywać się z motyką na słońce i wciskać wszystkiego od Szkodry do Gjirokastry. Chcę pokazać miejsca, która znam doskonale i kocham.

tirana

TIRANA

TIRANA I KRUJA

pierwszą atrakcją miejscowość Kruja. Tu najważniejszym punktem jest tzw. turecka uliczka, na której możemy kupić oryginalne pamiątki. Prowadzi ona również do twierdzy Skanderbega – najważniejszej postaci w historii Albanii. Po czasie spędzonym w Krui kierujemy się do stolicy Albanii – Tirany. Spacer zaczynamy w dawnej zamkniętej dzielnicy dygnitarzy komunistycznych. Następnie idziemy główną ulicą miasta, na której znajdują się m.in. Pałac Prezydencki i inne budynki rządowe. Zatrzymujemy się również pod Piramidą Hodży i docieramy do Placu Skanderbega, gdzie znajduje się charakterystyczna mozaika, która jest jednym z symboli kraju. Odwiedzimy również słynny komunistyczny bunkier przeciwatomowy w tym roku otwarty dla turystów! Następnie wjeżdżamy kolejką linową na górę Dajiti, z której roztacza się zapierający dech w piersiach widok na Tiranę.

WIĘCEJ O TIRANIE…

Cena: 25 euro/osoba

Berat

Berat

MIASTO TYSIĄCA OKIEN (BERAT & ARDENICA)

pierwszym przystankiem jest Berat, czyli słynne „miasto tysiąca okien” znajdujące się na Liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO oraz nazwane miastem muzeum. Berat uważany jest również za jedno z najstarszych miast regionu. Tam zwiedzamy m.in. starą cześć miasta położoną w obrębie twierdzy oraz monaster i muzeum Onufrego – najsłynniejszego twórcy ikon. Twierdza jest rozległa i można z jej murów podziwiać panoramę miasta. W monastyrze Najświętszej Marii Panny podziwiamy niezwykły ikonostas, a ze względu na to, że już w świątyni nie odbywają się nabożeństwa możemy również znaleźć się po jego drugiej stronie. Po opuszczeniu twierdzy zwiedzamy dolną część miasta z orientalną zabudową. W drodze powrotnej odwiedzamy Ardenicę, gdzie zwiedzamy monaster, w którym możemy podziwiać pięknie zachowane freski oraz ikonostas.

WIĘCEJ O BERACIE….

Cena: 35 euro/osoba

Ochryd

Ochryd

OCHRYD

Spacer po tym urokliwym mieście rozpoczynamy od pomnika św. Klemensa, który znajduje się w samym sercu miasta. Następnie zwiedzimy średniowieczną cerkiew św. Zofii, która jest jednym z najważniejszych zabytków w całej Macedonii. Następnie odwiedzimy cerkiew św. Pantelejmona, położoną nad wzgórzach nad Jeziorem Ochrydzkim oraz Cerkiew św. Jana Teologa w Kaneo. Na zakończenie przejedziemy do górującej nad miastem Twierdzy Samuela oraz Teatru antycznego.

Cena: 45 euro/osoba

Iza i jej monastyry.

Iza i jej monastyry.

PRIZREN 

już sama trasa do Prizrenu zasługuje na szczególną uwagę. Albania jest połączona z Kosowem autostradą, która przebiega przez piękne górzyste rejony oraz rozlewisko rzeki Fierza. Samo miasto zasługuje na uwagę, gdyż posiada zabytki m.in. z okresu bizantyjskiego oraz Imperium Osmańskiego. Spacer po starym mieście obejmuje m.in. klasztor Zbawiciela z  XIV wieku czy najważniejszą cerkiew klasztorna Bogorodicy Ljeviškiej z XIV wieku, która jest wewnątrz zdobiona niezwykle cennymi freskami z bizantyjskiego okresu Paleologów. Jest ona wpisana na listę UNESCO i stanowi jeden z trzech obiektów najważniejszych średniowiecznych zabytków Kosowa.

Cena 45 euro/osoba

Bilety wstępu są płatne dodatkowo. Potrzebuję również odpowiedniej ilości osób żeby wycieczka się odbyła!

10567529_701682109901241_956973538_n

Dużo gadam:)

 

 

 

Albania w domu

Kilka razy w ciągu sezonu zdarza mi się w turnusie śmieszek, który zadaje, z udawaną powagą , pytanie, gdzie można kupić Kałasznikowa na pamiątkę. Kilka osób pytało też o granaty, ewentualnie o marihuanę z Lazaratu. Może to być rozczarowujący wpis, bo wśród pamiątek, które można przywieźć z Albanii nie będzie tych precjozów.

Pamiątki dzielę zwykle na te, które można po powrocie skonsumować oraz takie, które można postawić na półce i cieszyć się nimi całe życie. Pierwsze można kupić na targu lub w sklepie spożywczym czyli nie ma z tym większego problemu. Po drugie najlepiej wybrać się do Kruji lub Gjirokastry, gdzie są uliczki pełne sklepików z wszelkimi możliwymi drobiazgami. Nie oszukujmy się – wiele rzeczy jest made in china, ale można dostać tam również całkiem oryginalne drobiazgi.

Sklepik w Gjirokastrze

Sklepik w Gjirokastrze

KOMUNO WRÓĆ czyli pamiątki socrealistyczne

Chyba najbardziej oryginalną pamiątką, którą można przywieźć z Albanii są bunkry. Popielniczki, statuetki, breloczki w kształcie szarego kapelusza pieczarki. Brzydkie. No po prostu paskudne:) Często z czarnym orłem na szczycie co dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy. Jednak oryginalności nie można im odmówić – na 100% nikt inny nie będzie miał takiego souvenira na półce.

Jednak, jeśli jesteśmy wielbicielami Envera Hoxhy powinniśmy przede wszystkim zaopatrzyć się w kubek z jego podobizną. Nie wiem skąd ten pomysł, bo to trochę jakbyśmy produkowali filiżanki ze Stalinem lub w wersji light Gierkiem i Gomułką.

Hoxha, bunkry, koniak, orzeł i chińszczyzna...

Hoxha, bunkry, koniak, orzeł i chińszczyzna…

Orzeł rządzi

Na wszystkich albańskich straganikach z pamiątkami rządzą dwa kolory: czerwony i czarny. Czyli kolory ich flagi. Każdy z nas może się zaopatrzyć w każdy możliwy chyba gadżet z czarnym dwugłowym orłem na czerwonym tle. Koszulki, portfele, breloczki, magnesy na lodówkę… wymieniać mogę bez końca. Nawet, jeśli kupimy coś innego to i tak nasz prezent zostanie zapakowany w reklamówkę z tym motywem.

Nawet na plaży możemy położyć się na fladze...

Nawet na plaży możemy położyć się na fladze…

Flaszeczka dla szwagra

Absolutnie nie możemy wrócić z wycieczki z Albanii bez koniaku/brandy. Słynny Skanderbeg nie jest znany z tego, że pogonił Turków, ale dlatego, że jego imię nosi najsłynniejszy albański trunek.

Wyjaśnię najważniejszą kwestię dotyczącą tego czy to koniak czy to brandy. Jak nam mieszkańcom Unii Europejskiej wiadomo ser feta jest tylko w Grecji, a marchewka to owoc tak koniak może być tylko francuski. Albańczycy przegrali nawet sprawę o nazwę i tak Skanderbeg stał się brandy. Ale my i tak wiemy swoje.

Uważajmy również na super tanie koniaki w małych sklepikach lub na bazarkach. Najczęściej są to podróbki! Jak poznać podróbkę? Ma się po niej kaca😉

Albańska uczta w polskim klimacie

Bardzo dużo typowych dla Bałkanów produktów można kupić również w Albanii: dobra oliwa z oliwek, przyprawy, raki, wino, oliwki, genialny miód. Z bardziej specyficznych produktów warto wspomnieć o marmoladzie z fig oraz fergese (paście z białego sera z oliwą z oliwek, przyprawami i warzywami), herbatka górska (jest to zioło o nazwie gojnik), ser kackavall.

Stylowe czapeczki i skarpetki :)

Stylowe czapeczki i skarpetki:)

Oryginalnie

Jeśli nie chcemy bunkra, ale jednak marzymy o posiadaniu czegoś typowo albańskiego to na przykład w Kruji bardzo popularne są koszyczki lub popielniczki z drzewa oliwnego. Niestety rozwieję jeden mit… w większości nie jest to drzewo oliwne, które jest za drogie. Sprzedawcy zwykle jednak tak twierdzą, ale trochę mają racji, bo barwią i zabezpieczają je specjalnie przygotowaną „pastą” z oliwek.

W mieście Skanderbega można również kupić bardzo ładną srebrną biżuterię. Srebro głównie pochodzi z Turcji i cenowo nie wygląda to najgorzej. Poza tym można znaleźć prawdziwe cudeńka. Ciekawie również wyglądają miejsca, gdzie ręcznie tka się dywany, kilimy etc. Białe czapeczki, które widzimy na zdjęciu powyżej to produkt albański, ale jest to produkcja masowa.

Jak widać, nie przyjedziemy z Albanii z pustymi rękami – nasza kolekcja pamiątek na pewno się powiększy o ciekawe zdobycze. Jeśli nawet nie lubimy jak coś nam się kurzy na półce to z pewnością będziemy mogli przywieźć letnie smaki ze sobą do domu.

 

 

 

Albańskie menu

Planując podróż gdziekolwiek planuję zwykle co zjem. Kocham dobre jedzenie i odkrywanie smaków. Specjalnie dla Was przygotowałam zestawienie tego co moim zdaniem musi koniecznie znaleźć się na Waszej liście potraw do spróbowania w Albanii. Nie oddam tu wszystkich niuansów albańskiej kuchni, ale wcale nie o to chodzi. Bardziej liczę na to, że będzie Wam ciekła ślinka na samą myśl o podróży do Albanii.

Śniadanie

Co można wymyślić na śniadanie oprócz zestawu: kawa, kanapka, omlet?

Najbardziej bałkański przysmak. Uwielbiany przez Polaków (i nie tylko) bywających w Chorwacji i Czarnogórze. Jego wysokość BYREK (znany w krajach słowiańskich jako „burek”). Znam takich, którzy ograniczają się tylko do spożywania tego przysmaku, bo faktycznie jest syty i pasuje do każdej pory dnia (i nocy). Cóż to takiego?

Wystarczy ciasto filo i słone nadzienie. W cieniutkie warstewki tego ciasta zawija się mięso mielone lub biały ser typu feta lub szpinak lub cebulę… Wersji jest bardzo dużo i zależy wszystko od regionu w jakim się akurat znajdujemy. Do tego oczywiście „dhall” (inaczej „ajran”) i najważniejszy posiłek dnia mamy zaliczony.

Cena: 50-150 leków/ 0,4-1 euro

image001

Obiad

Zacznijmy od zupy. Dla mnie nadmorską królową zup jest zupa rybna. Już kiedyś o niej wspominałam i ciągle powtarzam, że nie ma nic wspólnego z polską odmianą gotowaną na łbach czy innych niezbyt apetycznych częściach rybki. Bulion, kawałki grillowanej ryby oraz warzywa. Lekki wstęp do większego posiłku.

Cena: 300 leków/ok 2 euro

DSCN2271

Tekst o albańskich przysmakach nie może obejść się bez wspomnienia tave. Jest to rodzaj zapiekanych potraw, których istnieje kilka rodzai. Najbardziej znane są tave dheu i tave kosi. Pierwszy to zapiekana w białym, twarogowym serku z dodatkiem maki wątróbka. Drugi to zwykle jagnięcina zapiekana w jogurcie. Ten opis nie oddaje oczywiście całego kunsztu przyrządzanego dania, ale opisuje to czego możemy się spodziewać:) Jadłam odmiany z kurczakiem, rybą czy owocami morza. Danie podaje się oczywiście z nieodłącznym na Bałkanach chlebem.

Cena: 400-700 leków/ 2,5-5 euro

IMG_20150620_133544

Deser

Moje ukochane ciasto czyli Trileće. Nie pochodzi z Albanii tylko z Ameryki Południowej, ale zadomowiło się zarówno na tureckich, a później albańskich stołach. Cała tajemnica tkwi w połączeniu różnych rodzajów mleka (normalne, skondensowane oraz śmietanka), którymi nasączony jest zwykły biszkopt. Ciasto polane karmelem dosłownie rozpływa  się w ustach.

Cena: 200 leków/1,5 euro

 

IMG_20150821_151459

Kolacja

Dla mnie idealny wieczór to dość kiczowaty obrazek: restauracja przy samej plaży. Morza szum. Dobre wino. Dobre towarzystwo. I owoce morza. W każdej możliwej postaci! Grillowane krewetki bez zbyt wielu dodatków. Smażone kalmary w delikatnej fryturze. Małże w sosie własnym z pomidorkami cherry i cytryną. Sałatka z ośmiorniczek. Można przesiedzieć tak całą noc i kosztować nowych smaków. Nawet osoby, które zarzekają się, że nie lubią owoców morza w Albanii powinny skusić się chociaż na mały eksperyment kulinarny! Na pewno nie będą żałować, gdyż owoce morza w Albanii są świeże i wyśmienite! I na naszą kieszeń.

Cena: małże ok 500 leków/ok 3,5 euro, krewetki ok 1000 leków/ok 7 euro, kalmary ok 500 leków/ok 3,5 euro

WIĘCEJ O ALBAŃSKIEJ KUCHNI!

Turystyka, Albania i ciekawe czasy

Jednym z najfajniejszych momentów w życiu jest chwila, kiedy można powiedzieć komuś: ‚A nie mówiłam!”. Fakt, że miało się rację to niespotykana radocha. Coś na pograniczu zwycięstwa, zemsty i takiej ogólnej satysfakcji. Jeśli jeszcze człowiek napracował się swego czasu nad jakimiś tematem i dostał kilka razy kopa w …. no po prostu kopa….. to już w ogóle cieszy się jak norka.

Dwa lata temu dobijałam się do wielu drzwi z Albanią. Chciałam pisać, promować, publikować. Na maile nie odpisywano, a jeśli nawet to wysyłano mnie na drzewo. Pozwolę sobie zacytować jeden z takich maili:

Pani Izabelo,

Twierdzenie, że Albania może rywalizować z Grecją czy Chorwacją świadczy, że patrząc z perspektywy albańskiej, zatraca Pani proporcje. Podziwiam jednak Pani pasję i kładę to na karb Pani zaangażowania w sprawy tego kraju.

Mogłoby się wydawać, że pisał do mnie człowiek, który na turystyce zjadł zęby. Może popadł w rutynę i patrząc ze swojej perspektywy, zatracił nie tyle proporcje co szerszy pogląd i intuicję.

Pamiętam, jak jeszcze na przełomie wieków ludzie kiwali głową, kiedy ktoś wybierał się na wakacje do Chorwacji, która jeszcze przed chwilą była częścią Jugosławii. „Przecież tam jest wojna!” krzyczano długo po tym jak ostatnie krwawe ślady stały się przeszłością. A teraz? Chorwacja i Czarnogóra to miejsca, gdzie jeździmy chętnie i nie wspominamy już tak często o tym, że faktycznie w naszym pokoleniu działy się tam rzeczy straszne.

Następna w kolejce stała Albania.

I tak wybuchła bomba.

Niestety w sensie dosłownym. Jest takie przekleństwo „żebyś żył w ciekawych czasach”. Tak się właśnie nam przydarza. Terroryzm uderza w turystykę. Uchodźcy wywołują w nas lęk równy przemarszowi zombie. Wszystko to oczywiście okraszone jest przez media odpowiednim komentarzem. Tak właśnie powstaje zamęt, który zadziałał o dziwo na korzyść Albanii. Chociaż w tej całej sytuacji dostrzegam również ciemniejsze strony.

W Egipcie samoloty spadają. W Turcji raz po raz wybuchają bomby. Paryż, Bruksela… samobójcze – świetnie zorganizowane zamachy. Ludzie zaczynają poszukiwać alternatywy i w taki oto sposób trafiają do Albanii. W tym roku nie musiałam się specjalnie prosić o publikację tekstów. W kilku poczytnych portalach przyjęto mnie z otwartymi ramionami. W tym roku w Albanii zaroiło się od nowych agencji. Natomiast Rosjanie nazywają ten kraj „małą Turcją”. Na własne oczy widzimy w jaki sposób Albania trafia na oficjalne listy kierunków uznawanych za turystyczne. Nadal w aurze skandalu oraz pewnej dozy niedowierzania. Zacznie się robić tłoczno – zacznie się robić komercyjnie. Saranda jest chyba najlepszym tego przykładem. To miasteczko pęka w szwach. W pobliskim Ksamilu ludzie siedzą sobie na plaży na głowach. W Durres powstają wypasione resorty, ale nadal jest swojsko. Vlora dostała zadyszki, ale jak tylko zakończą wszystkie remonty turyści będą zachwyceni.

Albania jako kraj, który nie ma nic wspólnego z fundamentalizmem religijnym rzeczywiście jawi się jako doskonała alternatywa dla wielu popularnych destynacji. No i te ceny! Jeszcze jest tanio. Jeszcze jest normalnie. I o ironio!  Bardzo bezpiecznie! Podkreślam to. Wbijam do głów od lat. W końcu widać to, jak na dłoni.

Największy niepokój budzą aktualnie uchodźcy, którzy skutecznie obrzydzili ludziom Grecję. Wciąż pojawiają się pytania ich dotyczące. Mogę ogłosić wszem i wobec, że uchodźców w Albanii jak nie było, tak nie ma. Przyznam, że śmiejemy się ze znajomymi, że chyba stereotyp strasznej Albanii podziałał. Jeśli Grecy powtarzali im, że tam będzie im gorzej niż w Syrii, bo ta straszna mafia, bieda i Voldemort…. no to do Albanii walą tłumy, ale turystów.

A poważnie podchodząc do sprawy – Albania drzwi uchodźcom zamknęła. Zdeklarowali się, że mogą przyjąć niewielką ich liczbę, ale zostaną oni umieszczeni w zamkniętych obozach bez możliwości ich opuszczania. Taka alternatywa nie była widocznie kusząca. Na trasie uchodźców też już nie ma. Do wakacji wszyscy będą w Turcji, gdzie są sukcesywnie transportowani.

Moim największym zmartwieniem w te wakacje będą mistrzostwa w piłce nożnej… oznacza to dla mnie tylko jedno: będę musiała układać plany wycieczek fakultatywnych pod terminarz rozgrywek:)

Nie ma się czego obawiać te łódki w Albanii nie przewożą uchodźców.

Nie ma się czego obawiać te łódki w Albanii nie przewożą uchodźców.

Pod prąd (walentynkowy)

Witam po długaśnej przerwie:)

Nie będę oryginalna i zajmę się tematem związanym z dzisiejszym świętem, które już na stałe zadomowiło się w Polsce. I nie tylko w Polsce, bo Albania również tego dnia również jest  różowa. W tym roku nie jest to może tak widoczne, gdyż w Albanii aktualnie gości John Kerry. Tirana jest sparaliżowana co nie sprzyja romantycznej atmosferze… ale czy w ogóle Albańczycy to romantycy?

Na pewno są przystojni:) Zwracają uwagę Polek i często właśnie kobiety pytają o to jakimi facetami oni są. Kiedyś czytałam całkowicie kuriozalny tekst Albańczyka, który postanowił odpowiedzieć Polakom na pytanie dlaczego jego ziomki są tak kochani przez mieszkanki naszego kraju. Najnormalniej w świecie Albańczycy są DOSKONALI, a jeśli są jakieś złe opinie w internecie o nich to TYLKO dlatego, że kobiety to takie gąski, które jak złamie się im serduszko to wypisują paskudne rzeczy. A co, jeśli potomek orłów złamie takiej nos lub rękę w trakcie awantury?

Miłość na Bałkanach to nie taka prosta sprawa i niestety ze smutkiem stwierdzam, że tam również istnieje przemoc wobec kobiet. Dla mnie 14 lutego jest ważny nie ze względu na dzień św. Walentego, ale inne bardzo ważne wydarzenie. ONE BILION RISING to ruch zawiązany w 2012 roku. Właśnie w Walentynki kobiety gromadzą się i tańczą wyrażając swój sprzeciw wobec przemocy wobec kobiet. W Albanii również.

Według statystyk z 2013 roku ponad 59% kobiet w Albanii przynajmniej raz doświadczyło aktów przemocy (fizycznej, seksualnej oraz słownej). Zwłaszcza przemocy domowej – najwięcej w pierwszych trzech latach małżeństwa. Czasem wydaje się to aż nieprawdopodobne, że zdarza się to w okresie, kiedy małżeństwa powinny obchodzić razem hucznie walentynki i oczekiwać pierwszego potomka, a kłótnie powinny kończyć się namiętnym seksem na zgodę. Najsilniejsza przemoc jest tam, gdzie nadal pokutuje mit mężczyzny Pana i Władcy czyli często w środowiskach mniej wykształconych, biedniejszych. Chociaż, jak doskonale wiemy przemoc często ma też wyższe wykształcenie. Inne kraje nie są w tych statystykach lepsze, gdyż w Grecji, Czarnogórze czy Chorwacji również ponad połowa kobiet zmaga się z tym problemem.

Temat wymaga głębszej analizy i zdecydowanie mój tekst jest tylko delikatnym nakreśleniem problemu, ze względu na dzisiejszy dzień. Staram się nie być pesymistką, bo słyszę głosy wspaniałych mężczyzn – Albańczyków, którzy mówią, że facet, który bije kobietę nie ma prawa mówić o sobie, że jest Albańczykiem.

Dlatego wszystkim kobietom na walentynki życzę żeby jedyne problemy z facetami to było zmaganie się z tym, że nie są tak idealni jak MY:)