Albania w domu

Kilka razy w ciągu sezonu zdarza mi się w turnusie śmieszek, który zadaje, z udawaną powagą , pytanie, gdzie można kupić Kałasznikowa na pamiątkę. Kilka osób pytało też o granaty, ewentualnie o marihuanę z Lazaratu. Może to być rozczarowujący wpis, bo wśród pamiątek, które można przywieźć z Albanii nie będzie tych precjozów.

Pamiątki dzielę zwykle na te, które można po powrocie skonsumować oraz takie, które można postawić na półce i cieszyć się nimi całe życie. Pierwsze można kupić na targu lub w sklepie spożywczym czyli nie ma z tym większego problemu. Po drugie najlepiej wybrać się do Kruji lub Gjirokastry, gdzie są uliczki pełne sklepików z wszelkimi możliwymi drobiazgami. Nie oszukujmy się – wiele rzeczy jest made in china, ale można dostać tam również całkiem oryginalne drobiazgi.

Sklepik w Gjirokastrze

Sklepik w Gjirokastrze

KOMUNO WRÓĆ czyli pamiątki socrealistyczne

Chyba najbardziej oryginalną pamiątką, którą można przywieźć z Albanii są bunkry. Popielniczki, statuetki, breloczki w kształcie szarego kapelusza pieczarki. Brzydkie. No po prostu paskudne:) Często z czarnym orłem na szczycie co dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy. Jednak oryginalności nie można im odmówić – na 100% nikt inny nie będzie miał takiego souvenira na półce.

Jednak, jeśli jesteśmy wielbicielami Envera Hoxhy powinniśmy przede wszystkim zaopatrzyć się w kubek z jego podobizną. Nie wiem skąd ten pomysł, bo to trochę jakbyśmy produkowali filiżanki ze Stalinem lub w wersji light Gierkiem i Gomułką.

Hoxha, bunkry, koniak, orzeł i chińszczyzna...

Hoxha, bunkry, koniak, orzeł i chińszczyzna…

Orzeł rządzi

Na wszystkich albańskich straganikach z pamiątkami rządzą dwa kolory: czerwony i czarny. Czyli kolory ich flagi. Każdy z nas może się zaopatrzyć w każdy możliwy chyba gadżet z czarnym dwugłowym orłem na czerwonym tle. Koszulki, portfele, breloczki, magnesy na lodówkę… wymieniać mogę bez końca. Nawet, jeśli kupimy coś innego to i tak nasz prezent zostanie zapakowany w reklamówkę z tym motywem.

Nawet na plaży możemy położyć się na fladze...

Nawet na plaży możemy położyć się na fladze…

Flaszeczka dla szwagra

Absolutnie nie możemy wrócić z wycieczki z Albanii bez koniaku/brandy. Słynny Skanderbeg nie jest znany z tego, że pogonił Turków, ale dlatego, że jego imię nosi najsłynniejszy albański trunek.

Wyjaśnię najważniejszą kwestię dotyczącą tego czy to koniak czy to brandy. Jak nam mieszkańcom Unii Europejskiej wiadomo ser feta jest tylko w Grecji, a marchewka to owoc tak koniak może być tylko francuski. Albańczycy przegrali nawet sprawę o nazwę i tak Skanderbeg stał się brandy. Ale my i tak wiemy swoje.

Uważajmy również na super tanie koniaki w małych sklepikach lub na bazarkach. Najczęściej są to podróbki! Jak poznać podróbkę? Ma się po niej kaca😉

Albańska uczta w polskim klimacie

Bardzo dużo typowych dla Bałkanów produktów można kupić również w Albanii: dobra oliwa z oliwek, przyprawy, raki, wino, oliwki, genialny miód. Z bardziej specyficznych produktów warto wspomnieć o marmoladzie z fig oraz fergese (paście z białego sera z oliwą z oliwek, przyprawami i warzywami), herbatka górska (jest to zioło o nazwie gojnik), ser kackavall.

Stylowe czapeczki i skarpetki :)

Stylowe czapeczki i skarpetki:)

Oryginalnie

Jeśli nie chcemy bunkra, ale jednak marzymy o posiadaniu czegoś typowo albańskiego to na przykład w Kruji bardzo popularne są koszyczki lub popielniczki z drzewa oliwnego. Niestety rozwieję jeden mit… w większości nie jest to drzewo oliwne, które jest za drogie. Sprzedawcy zwykle jednak tak twierdzą, ale trochę mają racji, bo barwią i zabezpieczają je specjalnie przygotowaną „pastą” z oliwek.

W mieście Skanderbega można również kupić bardzo ładną srebrną biżuterię. Srebro głównie pochodzi z Turcji i cenowo nie wygląda to najgorzej. Poza tym można znaleźć prawdziwe cudeńka. Ciekawie również wyglądają miejsca, gdzie ręcznie tka się dywany, kilimy etc. Białe czapeczki, które widzimy na zdjęciu powyżej to produkt albański, ale jest to produkcja masowa.

Jak widać, nie przyjedziemy z Albanii z pustymi rękami – nasza kolekcja pamiątek na pewno się powiększy o ciekawe zdobycze. Jeśli nawet nie lubimy jak coś nam się kurzy na półce to z pewnością będziemy mogli przywieźć letnie smaki ze sobą do domu.

 

 

 

Albańskie menu

Planując podróż gdziekolwiek planuję zwykle co zjem. Kocham dobre jedzenie i odkrywanie smaków. Specjalnie dla Was przygotowałam zestawienie tego co moim zdaniem musi koniecznie znaleźć się na Waszej liście potraw do spróbowania w Albanii. Nie oddam tu wszystkich niuansów albańskiej kuchni, ale wcale nie o to chodzi. Bardziej liczę na to, że będzie Wam ciekła ślinka na samą myśl o podróży do Albanii.

Śniadanie

Co można wymyślić na śniadanie oprócz zestawu: kawa, kanapka, omlet?

Najbardziej bałkański przysmak. Uwielbiany przez Polaków (i nie tylko) bywających w Chorwacji i Czarnogórze. Jego wysokość BYREK (znany w krajach słowiańskich jako „burek”). Znam takich, którzy ograniczają się tylko do spożywania tego przysmaku, bo faktycznie jest syty i pasuje do każdej pory dnia (i nocy). Cóż to takiego?

Wystarczy ciasto filo i słone nadzienie. W cieniutkie warstewki tego ciasta zawija się mięso mielone lub biały ser typu feta lub szpinak lub cebulę… Wersji jest bardzo dużo i zależy wszystko od regionu w jakim się akurat znajdujemy. Do tego oczywiście „dhall” (inaczej „ajran”) i najważniejszy posiłek dnia mamy zaliczony.

Cena: 50-150 leków/ 0,4-1 euro

image001

Obiad

Zacznijmy od zupy. Dla mnie nadmorską królową zup jest zupa rybna. Już kiedyś o niej wspominałam i ciągle powtarzam, że nie ma nic wspólnego z polską odmianą gotowaną na łbach czy innych niezbyt apetycznych częściach rybki. Bulion, kawałki grillowanej ryby oraz warzywa. Lekki wstęp do większego posiłku.

Cena: 300 leków/ok 2 euro

DSCN2271

Tekst o albańskich przysmakach nie może obejść się bez wspomnienia tave. Jest to rodzaj zapiekanych potraw, których istnieje kilka rodzai. Najbardziej znane są tave dheu i tave kosi. Pierwszy to zapiekana w białym, twarogowym serku z dodatkiem maki wątróbka. Drugi to zwykle jagnięcina zapiekana w jogurcie. Ten opis nie oddaje oczywiście całego kunsztu przyrządzanego dania, ale opisuje to czego możemy się spodziewać:) Jadłam odmiany z kurczakiem, rybą czy owocami morza. Danie podaje się oczywiście z nieodłącznym na Bałkanach chlebem.

Cena: 400-700 leków/ 2,5-5 euro

IMG_20150620_133544

Deser

Moje ukochane ciasto czyli Trileće. Nie pochodzi z Albanii tylko z Ameryki Południowej, ale zadomowiło się zarówno na tureckich, a później albańskich stołach. Cała tajemnica tkwi w połączeniu różnych rodzajów mleka (normalne, skondensowane oraz śmietanka), którymi nasączony jest zwykły biszkopt. Ciasto polane karmelem dosłownie rozpływa  się w ustach.

Cena: 200 leków/1,5 euro

 

IMG_20150821_151459

Kolacja

Dla mnie idealny wieczór to dość kiczowaty obrazek: restauracja przy samej plaży. Morza szum. Dobre wino. Dobre towarzystwo. I owoce morza. W każdej możliwej postaci! Grillowane krewetki bez zbyt wielu dodatków. Smażone kalmary w delikatnej fryturze. Małże w sosie własnym z pomidorkami cherry i cytryną. Sałatka z ośmiorniczek. Można przesiedzieć tak całą noc i kosztować nowych smaków. Nawet osoby, które zarzekają się, że nie lubią owoców morza w Albanii powinny skusić się chociaż na mały eksperyment kulinarny! Na pewno nie będą żałować, gdyż owoce morza w Albanii są świeże i wyśmienite! I na naszą kieszeń.

Cena: małże ok 500 leków/ok 3,5 euro, krewetki ok 1000 leków/ok 7 euro, kalmary ok 500 leków/ok 3,5 euro

WIĘCEJ O ALBAŃSKIEJ KUCHNI!

Turystyka, Albania i ciekawe czasy

Jednym z najfajniejszych momentów w życiu jest chwila, kiedy można powiedzieć komuś: ‚A nie mówiłam!”. Fakt, że miało się rację to niespotykana radocha. Coś na pograniczu zwycięstwa, zemsty i takiej ogólnej satysfakcji. Jeśli jeszcze człowiek napracował się swego czasu nad jakimiś tematem i dostał kilka razy kopa w …. no po prostu kopa….. to już w ogóle cieszy się jak norka.

Dwa lata temu dobijałam się do wielu drzwi z Albanią. Chciałam pisać, promować, publikować. Na maile nie odpisywano, a jeśli nawet to wysyłano mnie na drzewo. Pozwolę sobie zacytować jeden z takich maili:

Pani Izabelo,

Twierdzenie, że Albania może rywalizować z Grecją czy Chorwacją świadczy, że patrząc z perspektywy albańskiej, zatraca Pani proporcje. Podziwiam jednak Pani pasję i kładę to na karb Pani zaangażowania w sprawy tego kraju.

Mogłoby się wydawać, że pisał do mnie człowiek, który na turystyce zjadł zęby. Może popadł w rutynę i patrząc ze swojej perspektywy, zatracił nie tyle proporcje co szerszy pogląd i intuicję.

Pamiętam, jak jeszcze na przełomie wieków ludzie kiwali głową, kiedy ktoś wybierał się na wakacje do Chorwacji, która jeszcze przed chwilą była częścią Jugosławii. „Przecież tam jest wojna!” krzyczano długo po tym jak ostatnie krwawe ślady stały się przeszłością. A teraz? Chorwacja i Czarnogóra to miejsca, gdzie jeździmy chętnie i nie wspominamy już tak często o tym, że faktycznie w naszym pokoleniu działy się tam rzeczy straszne.

Następna w kolejce stała Albania.

I tak wybuchła bomba.

Niestety w sensie dosłownym. Jest takie przekleństwo „żebyś żył w ciekawych czasach”. Tak się właśnie nam przydarza. Terroryzm uderza w turystykę. Uchodźcy wywołują w nas lęk równy przemarszowi zombie. Wszystko to oczywiście okraszone jest przez media odpowiednim komentarzem. Tak właśnie powstaje zamęt, który zadziałał o dziwo na korzyść Albanii. Chociaż w tej całej sytuacji dostrzegam również ciemniejsze strony.

W Egipcie samoloty spadają. W Turcji raz po raz wybuchają bomby. Paryż, Bruksela… samobójcze – świetnie zorganizowane zamachy. Ludzie zaczynają poszukiwać alternatywy i w taki oto sposób trafiają do Albanii. W tym roku nie musiałam się specjalnie prosić o publikację tekstów. W kilku poczytnych portalach przyjęto mnie z otwartymi ramionami. W tym roku w Albanii zaroiło się od nowych agencji. Natomiast Rosjanie nazywają ten kraj „małą Turcją”. Na własne oczy widzimy w jaki sposób Albania trafia na oficjalne listy kierunków uznawanych za turystyczne. Nadal w aurze skandalu oraz pewnej dozy niedowierzania. Zacznie się robić tłoczno – zacznie się robić komercyjnie. Saranda jest chyba najlepszym tego przykładem. To miasteczko pęka w szwach. W pobliskim Ksamilu ludzie siedzą sobie na plaży na głowach. W Durres powstają wypasione resorty, ale nadal jest swojsko. Vlora dostała zadyszki, ale jak tylko zakończą wszystkie remonty turyści będą zachwyceni.

Albania jako kraj, który nie ma nic wspólnego z fundamentalizmem religijnym rzeczywiście jawi się jako doskonała alternatywa dla wielu popularnych destynacji. No i te ceny! Jeszcze jest tanio. Jeszcze jest normalnie. I o ironio!  Bardzo bezpiecznie! Podkreślam to. Wbijam do głów od lat. W końcu widać to, jak na dłoni.

Największy niepokój budzą aktualnie uchodźcy, którzy skutecznie obrzydzili ludziom Grecję. Wciąż pojawiają się pytania ich dotyczące. Mogę ogłosić wszem i wobec, że uchodźców w Albanii jak nie było, tak nie ma. Przyznam, że śmiejemy się ze znajomymi, że chyba stereotyp strasznej Albanii podziałał. Jeśli Grecy powtarzali im, że tam będzie im gorzej niż w Syrii, bo ta straszna mafia, bieda i Voldemort…. no to do Albanii walą tłumy, ale turystów.

A poważnie podchodząc do sprawy – Albania drzwi uchodźcom zamknęła. Zdeklarowali się, że mogą przyjąć niewielką ich liczbę, ale zostaną oni umieszczeni w zamkniętych obozach bez możliwości ich opuszczania. Taka alternatywa nie była widocznie kusząca. Na trasie uchodźców też już nie ma. Do wakacji wszyscy będą w Turcji, gdzie są sukcesywnie transportowani.

Moim największym zmartwieniem w te wakacje będą mistrzostwa w piłce nożnej… oznacza to dla mnie tylko jedno: będę musiała układać plany wycieczek fakultatywnych pod terminarz rozgrywek:)

Nie ma się czego obawiać te łódki w Albanii nie przewożą uchodźców.

Nie ma się czego obawiać te łódki w Albanii nie przewożą uchodźców.

Pod prąd (walentynkowy)

Witam po długaśnej przerwie:)

Nie będę oryginalna i zajmę się tematem związanym z dzisiejszym świętem, które już na stałe zadomowiło się w Polsce. I nie tylko w Polsce, bo Albania również tego dnia również jest  różowa. W tym roku nie jest to może tak widoczne, gdyż w Albanii aktualnie gości John Kerry. Tirana jest sparaliżowana co nie sprzyja romantycznej atmosferze… ale czy w ogóle Albańczycy to romantycy?

Na pewno są przystojni:) Zwracają uwagę Polek i często właśnie kobiety pytają o to jakimi facetami oni są. Kiedyś czytałam całkowicie kuriozalny tekst Albańczyka, który postanowił odpowiedzieć Polakom na pytanie dlaczego jego ziomki są tak kochani przez mieszkanki naszego kraju. Najnormalniej w świecie Albańczycy są DOSKONALI, a jeśli są jakieś złe opinie w internecie o nich to TYLKO dlatego, że kobiety to takie gąski, które jak złamie się im serduszko to wypisują paskudne rzeczy. A co, jeśli potomek orłów złamie takiej nos lub rękę w trakcie awantury?

Miłość na Bałkanach to nie taka prosta sprawa i niestety ze smutkiem stwierdzam, że tam również istnieje przemoc wobec kobiet. Dla mnie 14 lutego jest ważny nie ze względu na dzień św. Walentego, ale inne bardzo ważne wydarzenie. ONE BILION RISING to ruch zawiązany w 2012 roku. Właśnie w Walentynki kobiety gromadzą się i tańczą wyrażając swój sprzeciw wobec przemocy wobec kobiet. W Albanii również.

Według statystyk z 2013 roku ponad 59% kobiet w Albanii przynajmniej raz doświadczyło aktów przemocy (fizycznej, seksualnej oraz słownej). Zwłaszcza przemocy domowej – najwięcej w pierwszych trzech latach małżeństwa. Czasem wydaje się to aż nieprawdopodobne, że zdarza się to w okresie, kiedy małżeństwa powinny obchodzić razem hucznie walentynki i oczekiwać pierwszego potomka, a kłótnie powinny kończyć się namiętnym seksem na zgodę. Najsilniejsza przemoc jest tam, gdzie nadal pokutuje mit mężczyzny Pana i Władcy czyli często w środowiskach mniej wykształconych, biedniejszych. Chociaż, jak doskonale wiemy przemoc często ma też wyższe wykształcenie. Inne kraje nie są w tych statystykach lepsze, gdyż w Grecji, Czarnogórze czy Chorwacji również ponad połowa kobiet zmaga się z tym problemem.

Temat wymaga głębszej analizy i zdecydowanie mój tekst jest tylko delikatnym nakreśleniem problemu, ze względu na dzisiejszy dzień. Staram się nie być pesymistką, bo słyszę głosy wspaniałych mężczyzn – Albańczyków, którzy mówią, że facet, który bije kobietę nie ma prawa mówić o sobie, że jest Albańczykiem.

Dlatego wszystkim kobietom na walentynki życzę żeby jedyne problemy z facetami to było zmaganie się z tym, że nie są tak idealni jak MY:)

 

5 rzeczy i miejsc w ALBANII, za którymi nie tęsknię

Oficjalnie już po sezonie wznawiam blogowanie.

No rychło w czas:) Dałam sobie faktycznie dość dużo oddechu, ale i sezon był pracowity. Nie lubię jakiś wielkich podsumowań, bo i tak za chwilkę wracam do Albanii i czuję już po tylu latach pewną ciągłość moich działań. Po tylu latach mogę sobie pozwolić na wpis odstający od reszty czyli opowiedzieć co mnie w Albanii wkurza. Oczywiście należy czytać z przymrużonymi oczami.

Od czasu do czasu sięgam do bloga wyniesionego na ołtarze blogosfery niegdyś Kominka, aktualnie Jansona Hunta. Nie będę postaci nawet przedstawiać, bo przeraża mnie nawet wspomnienie jego imienia na daremno. Zakochany w niewielkiej wiosce New York napisał bardzo fajny tekst o 5 rzeczach i miejscach za jakimi nie tęskni.

Sam wstęp jest cudny, bo pokazuje, że uwaga, uwaga nawet w H’AMERYCE czy innych wysoko cywilizowanych krajach jest brud, brzydota i szczury. Gdzie tam mi porównywać NYC z czymkolwiek co bałkańskie, ale tak sobie pomyślałam żeby stworzyć moją własną listę.

5 rzeczy i miejsc w Albanii, za którymi nie tęsknię

1. Czasem mi się wydaje, że kwintesencją stylu Albańczyków jest pozłacana prowizorka. Fajnie, fajnie – kicz też ma wielbicieli. Szkoda, że wszystko trzyma się tam na słowo honoru. Brak barierek na balkonie, kontakt umieszczony na ścianie pod prysznicem czy jakieś kable w zaskakujących miejscach lub żarówki bez abażura. Drzwi do łazienki lub na balkon zawsze będą otwierać się „na odwrót” i każdy znajdzie jakiś budowlany absurd. A wszystko w całkiem ładnych pomieszczeniach, które często są ciekawie urządzone i perfekcyjnie wysprzątane… no właśnie jak to z tymi porządkami bywa?

2. Wyobraźmy sobie teraz super restaurację z śnieżnobiałymi obrusami, eleganckimi kelnerami i genialną kuchnią. Siadamy na zewnątrz. Jest ciepło, przyjemnie. Zachód słońca. Lampka wina. Wyprasowany i wypachniony Albańczyk o imieniu Elvis obok nas i…. przyprawiający o zawrót głowy smród z rozbebeszonego kosza na śmieci obok restauracji. Specyficzne podejście do porządku… no z tego Albańczycy są niestety znani. Sami są sobie winni w temacie zdjęć dzikich wysypisk, zaśmieconych plaż i tak dalej. Nawet zdjęcia puszczonych samopas zwierząt domowych takich jak krowy czy osły mogłyby być tylko uroczym widoczkiem, gdyby nie były fotografowane właśnie na stertach śmieci. Nie ma nic nadzwyczajnego, że trzoda lub bydło dobierze się do reklamówki z resztkami owoców rzuconej z okna samochodu jedynie w pobliże kontenera. Ostatnio na twarz rzucono mi pytanie czy nie uważam, że Albania to kraj brudny… uważam, że przede wszystkim zaniedbany. Zaniedbany w sferze myślenia o wizerunku. Zaniedbany niestety przez decydentów, przez urzędy miejskie, władze etc.  Ale również winna jest tu mentalność, bo na kulturalne pytanie „dlaczego nic z tym kur*** bałaganem nie można zrobić?” przeciętny Albańczyk…

3. … rozkłada ręce. No, bo z tym nic się nie da zrobić. Ten gest, który oznacza zakłopotanie, ale i brak chęć poprawy sytuacji jest kwintesencją duszy albańskiej. Oni często godzą się z zastałą rzeczywistością tak po prostu. Często bez analizy, bez jakiegokolwiek planu czy próby rozwiązania problemu. Nie wynika to koniecznie z lenistwa, bo Albańczycy potrafią się świetnie zorganizować. Oni podobnie jak w przypadku tej wspomnianej w pierwszym punkcie prowizorki uważają, że jak coś działa jedynie po części to… jednak działa. Po drugie jeśli coś jest zakorzenione w ich mentalności to… widocznie tak musi być i każda inicjatywa jest bez sensu.

Dlatego też później w internetach królują takie oto obrazki:

Meanwhile in Albania czyli stereotyp goni rzeczywistość

Meanwhile in Albania czyli stereotyp goni rzeczywistość

4. Kobiety. Może nie jest to zbyt feministyczne i trochę na wyrost, ale jednak nie ma zbyt wielu kobiet, za którymi tęsknie i z którymi byłabym zżyta. Co ciekawe mój albański kobiecy ideał mieszka aktualnie w Polsce:)

Często świat kobiecy jest przesycony jakimś typem sztuczności, który znajduje odzwierciedlenie w popkulturze. Wszystko jest na pokaz. Wydęte usta, mocne makijaże oraz kiczowate stroje. Jestem traktowana z dużym dystansem, a tak naprawdę albańskie kobiety spoglądają na mnie raczej z poczuciem wyższości. Mimo okazywanej czasem sympatii zawsze znajdą czas na szpilę. Mają swój świat, w którym nie ma miejsca na obcą – być może konkurencje. Chociaż jaka ze mnie konkurencja bez tipsów i cekinów? Nie będę w tym wpisie rozwodzić się nad statusem kobiet w Albanii, bo to temat na osobny (dłuższy i poważniejszy) wpis. Jednak z Polkami czuję większą solidarność jajników i za nimi w Albanii tęsknie. Moimi koleżankami, przyjaciółkami, babską częścią rodziny. Pozdrawiam też z tego miejsca wszystkie żeńskie ekipy, które miałam okazję gościć. Naprawdę nie ma się czemu dziwić, że Albańczykom Polki bardzo się podobają. Z czasem człowiek zaczyna doceniać nawet poczciwą Dodę, bo jednak ma w sobie jakoś tak mniej plastiku😉

12189885_773503592777973_6530132981819498747_n 10464036_771514392976893_5819766599250187599_n 12038130_772376092890723_8126542494005053205_n

5. Na koniec miejsce, za którym nie tęsknie, a które odwiedzam dość często. KSAMIL. Jestem w stanie tam wytrzymać jedynie dwie godziny – kiedy jestem na wycieczce na Riwierę Albańską. Poza sezonem ptaki tam nawet zawracają, a w szczycie ciężko znaleźć 1 cm kwadratowy wolnej plaży. No i co z tego, że są tam jedne z najpiękniejszych plaż w Albanii jeśli chaotyczna zabudowa odrzuca mnie na dzień dobry. Wszystko oprócz tych słynnych plaż wydaje mi się tam brzydkie. Jedzenie jest mocno takie sobie – robione jakby na odwal się i po najniższej linii oporu. To miejsce, gdzie można wyskoczyć na chwilę – poopalać się i zrobić super focie na bielutkim piaseczku z niedźwiadkiem na smyczy w tle. Ksamil jest mekką Kosowarów, Macedończyków oraz… Polaków. Jadąc główną trasą najpierw mijamy hotel z polską flagą, później restaurację o nazwie Tetovo, by następnie kupić kostium kąpielowy od pochodzącej z Kosowa kobiety w tradycyjnym muzułmańskim stroju. Dodatkowo jeszcze pogadamy sobie po grecku w pobliskiej knajpce. Oprócz tych drobiazgów będzie tak, jak w Mielnie.

 

Promocja Albanii w Polsce…

Poruszając się po „internetach” zauważyłam bardzo ciekawą zależność. Nie potrzeba wielkich statystyk żeby dostrzec, że prawie każda dyskusja o Albanii tocząca się swobodnie zawsze zahaczy o trzy dość ciekawe wątki. Wątki pokazujące polską internetową „wszechświadomość” o tym kraju.

Zacznę od kanonicznego wręcz stwierdzenia z Nonsensopedii, które częściej jest cytowane niż jakiekolwiek dzieło zacnego Kadarego!

ALBANIA NIE ISTNIEJE!

Odnosiłam się już do tego ciekawego skądinąd wpisu, który jest wykorzystywany niezwykle często przez wielbicieli Albanii, jako sposób na udowodnienie swojej absolutnej znajomości tego kraju. Ja też popełniłam tekst na ten temat.

 

Oto słynny albański wirus, coś gorszego nawet od pluskwy milenijnej!

A oto słynny albański wirus, coś gorszego nawet od pluskwy milenijnej!

Natomiast najsłynniejszymi Albańczykami nigdy nie są bracia Bellushi czy Matka Teresa (Albanka chociaż z Kalkuty). Seksi kształty Rity Ory (nieważne, że z Kosowa) czy grającej w pięciorzędnych produkcjach Elizy Dushku to mały miki w porównaniu z MARKIEM z mitycznej wręcz miejscowości Tropoja. Tam na kamieniu rodzą się mężczyźni na obraz i podobieństwo Skanderbega. Skazani na wieczne miejsce w popkulturze.

Mam nawet przygotowaną opowiastkę o tym fenomenie, bo w każdej grupie znajdzie się turysta – wielbiciel kina akcji, a zwłaszcza filmu „Uprowadzona”.

Marko też jest zaskoczony swoją ogromną popularnością!

Marko też jest zaskoczony swoją ogromną popularnością!

Ale tak naprawdę o Albanii nie wiedzielibyśmy nic gdyby nie sam Król. Popek. Jeśli jego imię nie pojawi się w internetowej debacie o tym kraju to właściwie można uznać, że nie miała miejsca.

Popek w królewskich szatach

Popek w królewskich szatach

Rozpoczynałam promocję obozów młodzieżowych… nastolatkowie pytali czy Popek będzie.

Pod artykułem o tolerancji religijnej w Na temat… ktoś wyskoczył z Popkiem.

Znajomi turyści wrzucają sweet focie z Albanii na fejsa – zawsze jakiś znajomy spyta czy spotkali Popka.

No, bo POPEK TO KRÓL ALBANII. Jak również współtwórca projektu Gang Albanii.

Jeśli aktualnie wpiszemy na facebooku hasło Albania to nie zaleją nas tylko informacje o florze, faunie, zabytkach czy kulturze… ale ostre jak żyletka teledyski Gangu Albanii, który ostatnio robi w sieci takie zamieszanie, że sama otwieram buzię w kompletnej rozkmince. Pisałam do nich. Pytałam czemu ta cholerna Albania (nawet próbowałam się podlizać!). Dostałam tylko taką oto zdawkową odpowiedź:

:)

:)

O co chodzi? O zabawę, robienie sobie jaj i ostrą jazdę. Jak piszę o nich mam wrażenie, że buduję zdania jak pensjonarka, bo nic nie jest w stanie oddać klimatu ich… twórczości. Nie umieszczę żadnego z teledysków, bo są no… delikatnie rzecz biorąc… wulgarne.

Promocja Albanii w Polsce

Promocja Albanii w Polsce

Zaraz pojawią się pytania dlaczego promuję takie coś. Będzie płacz, że obrzydliwe i takie okropne. Ale to oni właśnie mają prawie 250 000 fanów na fejsie, a ich teledyski osiągają ponad kilkanaście milionów wyświetleń. Można się bulwersować, ale facet z tatuażami na gałkach ocznych, mordą pokrytą skaryfikacjami w sposób chwilami wręcz garażowy robi swoje. Nie umie śpiewać niczym Pavarotti, ale współpracuje z jednym z najbardziej wziętych polskich DJów. Znalazł nawet sposób żeby robić hajs na ubraniach z albańskim godłem.

Można krzyczeć, że przecież tego słucha jakiś margines! Akurat w tym wypadku nie ciskałabym się zbyt mocno, bo wiele osób byłoby zaskoczonych w jakich kręgach Popek bywa popularny. Jako Król, ale pastiżu. W tym momencie „Wóda, koka, góra siana” wesoło podśpiewuje wiele osób z bardzo różnych środowisk.

Oczywiście cytując klasyka te wszystkie zjawiska kulturowe mają tyle wspólnego z promocją turystyki w Albanii co ja z drogimi samochodami, czyli nic. Chociaż patrząc na to z innej perspektywy ten szum można wykorzystać na korzyść kraju. Mówi się, że oni właśnie pogłębiają stereotypy… A może tak pobawić się stereotypami? Sama doskonale wiem, że metoda którą stosują różne środowiska czyli zamiatanie niektórych tematów pod dywan lub udostępnianie pięknych zdjęć z miejsc, w których się nigdy nie było nie wpływa na popularność i napływ turystów do tego zagubionego na południu Europy kraju.

Prawda jest taka, że więcej osób słyszało o Popku niż o Kadarem.

Za chwilę minie miesiąc od mojego, piątego już, przyjazdu na rezydenturę. Za chwile minie też dwa lata od momentu, kiedy zaczęłam pisać bloga. Znów są wybory. Tym razem samorządowe, ale zaczynam już poznawać twarze na plakatach, rozumieć pewne niuanse, powiązania. Wśród kandydatów pojawią się ludzie, których znam osobiście i niekoniecznie bym na nich zagłosowała. Dorobiłam się sympatii, antypatii i poglądów.

Jestem, również pozytywnie zaskoczona odbiorem programu Sekielskiego. Ludzie mówią o nim bez strachu, bez paranoi. Nikt oczywiście nie słyszał o zamieszaniu wokół programu oraz mojej osoby, ponieważ gotowało się jedynie na bardzo niszowych stronach oraz blogach, które żyją same dla siebie. Ludzie, którzy faktycznie chcą dowiedzieć się czegoś o Albanii trafiają tu. Chętnie na wycieczkach fakultatywnych puszczam ten dokument w autokarze i opowiadam później o tym jak wszystko wyglądało od kuchni.

Psy szczekają, a moja karawana wypełniona turystami jedzie dalej. I jest bardzo, bardzo fajnie!:)