Miasto tysiąca ikon

Berat, jako Miasto Tysiąca Okien zostało opisane przez wielu blogerów i podróżników. Jednak, jako miasto tysiąca ikon przez niewielu. Może wynika to z faktu, że Muzeum im. Onufrego znajduje się w głębi twierdzy. Przy jednej z wąskich uliczek, za pokaźną, ale może trochę niepozorną bramą.

Nie przyjmuję argumentów, ze ktoś nie przepada za takimi przybytkami jak muzea! To miejsce jest jednym z najciekawszych i najpiękniejszych w całej Albanii. Każda znajdująca się tam ikona powinna być argumentem przemawiającym za tym żeby tam zajrzeć.

Miasto jest bardzo charakterystyczne. Słynie również z doskonałych win!

Miasto jest bardzo charakterystyczne, a ten widok jest jednym z najbardziej popularnych ujęć.

Białe miasto, którego historia sięga najprawdopodobniej nawet Epoko Brązu słynie z charakterystycznej i świetnie zachowanej tureckiej zabudowy oraz górującej nad miastem rozległej twierdzy. Nie przesadzę również, jeśli powiem, że jest to „centrum” prawosławnej sztuki sakralnej. Muzeum im. Onufrego powinien odwiedzić każdy, kto próbuje poukładać sobie w głowie albańską kulturową układankę oraz wszyscy miłośnicy miejsc pięknych.

Muzeum im. Onufrego

Muzeum im. Onufrego

Zwiedzanie należy zacząć od Katedry Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, której znaczna część została zaadaptowana żeby służyć ekspozycji ikon oraz przedmiotów liturgicznych. Jednak najpierw warto zobaczyć wnętrze samej świątyni, która została pozbawiona swoich „sakralnych właściwości” i dzięki temu możemy odwiedzić najbardziej tajemnicze miejsce czyli „Królestwo Niebieskie”. Znajduje się za ikonostasem, który mnie za każdym razem zachwyca. Opisywanie poszczególnych części tego złożonego dzieła, jego symboliki jest dla mnie wyzwaniem.

Muzeum im. Onufrego

Partyzanckie zdjęcie ikonostasu (autor nieznany)

Ikonostas został wprowadzony do Kościołów Chrześcijańskich po Siódmym Synodzie w okolicach ósmego wieku. Synod przywrócił ikony w Kościele i niezbędne stało się miejsce, gdzie można je umieścić. Ten znajdujący się w monastyrze jest jednym z szczytowych osiągnięć mistrzów rzeźbiarstwa. Wykonany z drewna orzechowego i pozłacany jest wykwintną oprawą dla ikon.

Najważniejsze w ikonostasie są Ikony Namiestne – największe i ułożone według określonego schematu. Cztery ikony umieszczone po obu stronach tzw. wrót carskich w każdym kościele prawosławnym będą miały ten sam porządek. Po prawej stronie znajdują się ikony Jezusa Chrystusa Pantokratora (Wszechmocnego) i Jana Chrzciciela, natomiast po lewej stronie znajdują się ikony: Matki Boskiej oraz Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny czyli ikony, która przedstawia pod jakim wezwaniem jest Katedra.

Ikonostas i mała ja.

Ikonostas i mała ja. Trochę jestem niewyraźna przy tym oprowadzaniu, ale tło robi wrażenie!

Za najciekawszą uznaje się ikonę Matki Boskiej z Dzieciątkiem, które artysta umieścił nie tradycyjnie po lewej, ale po prawej stronie. Ta oraz ikona Jezusa Chrystusa Pantokratora są autorstwa samego mistrza Onufrego. Właśnie ta postać jest kolejnym argumentem żeby odwiedzić muzeum w Beracie. Był to żyjący w XVI wieku pisarz ikon. Pochodził ze środkowej Albanii i jego prace można odnaleźć rozsiane również w Macedonii czy Grecji. W swojej twórczości był nowatorski i odchodził od tradycji bizantyjskiej. Historycy sztuki twierdzą, że jego prace miały w sobie więcej dynamiki i „światła”.

Co ciekawe Onufry nie jest tylko lokalnie znanym artystą, którym jarają się tylko tacy zapaleńcy jak ja. Kolor, który sobie najbardziej upodobał i który stworzył został nazwany „czerwienią Onufrego”. Nazwa ta funkcjonuje w artystycznym świecie i pierwsi użyli jej Francuzi. Interesujące jest również to, że po dziś dzień badacze głowią się jak artysta tworzył taki barwnik.

Więcej jego ikon możemy zobaczyć w pomieszczeniu, które łączy się z Katedrą. Ekspozycja muzealna to 173 eksponaty wybrane spośród 1500 obiektów należących do zbiorów, które pochodzą z albańskich kościołów i monastyrów. z czego: 106 to ikony, a 67 to obiekty liturgiczne. Niestety z powodu braku odpowiedniego miejsca pozostałe dzieła nie mogą być wystawione.

Wróćmy na chwilę do wnętrza Katedry i przekroczmy granicę czyli odwiedźmy znajdujące się za ikonostasem Prezbiterium. Jest to miejsce, do którego nie ma dostępu nikt poza kapłanem. Surowo wstęp wzbroniony jest zwłaszcza kobietom. Jednak w Beracie możemy swobodnie zobaczyć to zakazane miejsce.

Akurat tam były ukryte tzw. Purpurowe Kodeksy – coś co stanowi unikat na skalę światową. Aktualnie znajdujące się w Tiranie greckie zapisy Nowego Testamentu pochodzą z VI oraz z IX wieku. Nazwa pochodzi od nasączonych czerwonym barwnikiem stron. Codex Beratinus oraz Codex Beratinus II znajdują się w wąskiej grupie „siedmiu purpurowych kodeksów” Pozostałe pięć jest w Anglii, Włoszech, Grecji oraz Francji.

Codex Beratinus żródło: wikipedia.org

Codex Beratinus Zdjęcie: wikipedia.org

Wstęp nie kosztuje dużo, raptem 300 leków i jeśli jesteśmy w Beracie, moim zdaniem, możemy poświęcić chociażby pół godzinki i odwiedzić mistrza Onufrego. Zbierałam się chyba rok żeby opisać to miejsce. Za każdym razem czegoś mi brakuje, coś bym dodała… Jednak, jeśli skupiłabym się na każdym szczególe tak, jak staram się to robić na wycieczkach, powstałby tekst niestrawny i pewnie nudnawy.

Chodzi mi bardziej o zachętę i pokazanie Beratu nie tylko z perspektywy urokliwych uliczek dzielnic Kalaja (dzielnica w obrębie twierdzy) czy Mangalem (dzielnica poniżej twierdzy) lub tysiąca okien Goricy (dzielnica po drugiej stronie rzeki Osum).

Po zwiedzaniu warto skosztować lokalnej kuchni, która jest przede wszystkim mięsna. W tradycyjnych niewielkich lokalach można zjeść jajecznicę z móżdżkiem czy grilowane podroby jagnięce. Pamiętajmy też, że Berat słynie z bardzo dobrych win!

Jeden z najpopularniejszych widoków z twierdzy. Monastyr Świętej Trójcy.

Jeden z najpopularniejszych widoków z twierdzy. Monastyr Świętej Trójcy.

Podobno Emir Kusturica chciał nakręcić w Beracie ekranizacje słynnej powieści Ivo Andricia "Most na Drinie". Wojna w byłej Jugosławii pokrzyżowała jego plany.

Podobno Emir Kusturica chciał nakręcić w Beracie ekranizacje słynnej powieści Ivo Andricia „Most na Drinie”.

Wiele osób zastanawia się do kogo należy ta głowa. Oto rzymski cesarz Konstantyn Wielki. źródło: panacomp.net

Wiele osób zastanawia się do kogo należy ta głowa. Oto rzymski cesarz Konstantyn Wielki. Zdjęcie: panacomp.net

Na koniec chwila autopromocji :) Jeśli zawędrują Państwo do Muzeum Narodowego im. Onufrego warto poprosić przy kupnie biletu o wydrukowany mini-przewodnik, którym można posiłkować się w trakcie zwiedzania. Proszę ciepło o mnie pomyśleć jeśli otrzymają Państwo polską wersję… jestem jej tłumaczką :)

Na entuzjastyczne przyjęcie zawsze mogę tam liczyć :)

Na entuzjastyczne przyjęcie zawsze mogę tam liczyć :)

Dla wielbicieli ikon - najlepsza pamiątka z Beratu.

Dla wielbicieli ikon – najlepsza pamiątka z Beratu…

...pięknie ilustrowany album z ikonami oraz historią samego miasta. Moja biblia, z której się przygotowuję do pracy. Kosztuje ok 20 euro, ale moim zdaniem warto!

…pięknie ilustrowany album z ikonami oraz historią samego miasta. Moja biblia, z której przygotowuję się do pracy. Kosztuje ok 20 euro, ale moim zdaniem warto! Zwłaszcza, że książka dostępna jest po angielsku.

Luźne wątki

Dość dużo piszę na blogu o literaturze bałkańskiej, najwyższy czas zająć się tak zwaną „dziesiątą muzą”. Filmów z tego regionu jest bardzo, bardzo dużo i niektóre są wprost genialne. Nie przepadam za opowieściami zachodniej Europy albo co gorsze Ameryki o Bałkanach. We wszystkich tych filmach jest jakaś miałkość, brakuje mi często klimatu, którego obrazy serbskie lub bośniackie mają czasem „aż za dużo”. Potrafią być melancholijne, wprost dołujące, zabarwione czarnych humorem i dramatyczne w swej wymowie. „Grbavica” czy „Jej droga” pokazują współczesną Bośnię. „Klip” czy „Rane” szokują szkicując Serbię. Są wśród nich tytuły, które zahaczają o wojnę w byłej Jugosławii oraz takie, które zupełnie nie mają już z nią nic wspólnego. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o nieśmiertelnym już Kusturicy, którego dokonania kocham i nienawidzę. Warto od czasu do czasu przenieść się na Bałkany poprzez filmy. Przyznaję, że często są rozdzierająco smutne. Strasznie żałuję, że albańskie filmy nie są w Polsce znane… bo ciężko znaleźć nawet ich polskie tłumaczenia. Może kiedyś sama się tym zajmę. Kinematografia albańska, jednak to zupełnie inny temat. Ja pójdę dziś trochę w inną filmową stronę. Wątki albańskie odnalazłam w trzech doskonałych bałkańskich filmach, które są naprawdę warte polecenia. Zaczniemy od komedii, która dosłownie skradła mi serce czyli „Posterunku granicznego”. Wiążą się z nią niejasne do końca studenckie wspomnienia (Moniko! jak tu jesteś proszę przypomnij mi jak to z „Karaulą” było!) oraz miłość do diabelsko przystojnego Sergeja Trifunovicia, który później zagrał w obrazoburczym i skrajnie szokującym „Serbskim filmie”. Pozwolicie, że w streszczeniu zacytuje samą siebie z dawnych czasów, kiedy wrzuciłam trochę treści na filmweb.pl jako vatra:


W maleńkiej jednostce wojskowej na granicy jugosłowiańsko – albańskiej kolejna generacja żołnierzy w niesamowitej nudzie czeka na zakończenie służby wojskowej. Wszyscy odliczają dni do chwili kiedy będą mogli zrzucić mundury. Jest wiosna 1987 roku, nikt nie spodziewa się tego, że niedługo ktoś znów ich powoła i karze brać udział w wojnie. Pamiętajmy, że są to ostatnie dni państwa, które nazywało się Jugosławia. No, ale wtedy nikt nie mógł o tym wiedzieć… Codzienny żołnierski żywot zostaje zakłócony przez niezwykłe okoliczności. Sfrustrowany i wiecznie pijany porucznik Safet Pašić odczuwa dziwny ból w pachwinach. Na pomoc wzywa jedynego lekarza odbywającego aktualnie służbę- Siniše. Ten stwierdza, że pacjent ma syfilis. Pułkownik ze strachu przed żoną, która z pewnością odkryje prawdę postanawia nie wracać do domu. Okłamuje wszystkich, że Albańczycy przygotowują się do wojny z Jugosławią. Farsa przemienia się w wojenna psychozę: żołnierze zaczynają kopać rowy, Pašić z dnia na dzień traci nad wszystkim kontrole, Siniša wplątuje się w niebezpieczną miłosną przygodę z żoną jednego z oficerów, a jego najlepszy przyjaciel Ljuba  planuje opuścić armię… Film opowiada o przeszłości bez nostalgii i nienawiści. „Karaula” jest komedią mówiącą o ludziach którzy znaleźli się o krok od tragedii.


Najciekawszy dla mnie jest wątek strachu przed tymi „po drugiej stronie”, a w rzeczywistości nie stanowiącymi zagrożenia. Dodatkowo kilka smaczków, w tym kultowa scena z niezwykle entuzjastyczną wypowiedzią porucznika Pasicia na temat Envera Hoxhy. Kolejna pozycja również odnosi się do wojny, ale już innej. Tłem filmu „Zanim spadnie deszcz” jest konflikt albańsko-macedoński, który przybiera formę bardzo kameralną. Mamy więc szeroką scenę konfliktów trawiących Bałkany, na której występuje tylko kilka postaci. Film jest podzielony na trzy, splatające się ze sobą, części, których chronologia jest zaburzona. Musimy się przygotować na sceny przemocy wynikającej z bezmyślnej nienawiści oraz na poczucie ogromnej niesprawiedliwości, które będzie nam towarzyszyć jeszcze długo po zakończeniu oglądania tego filmu. Pierwszy fragment opowiada o mnichu oraz ukrywającej się w klasztorze młodej Albance. Druga część rozgrywa się w Londynie i wydaje się początkowo oderwaną od bałkańskich realiów historią związku fotografa Aleksandra i Anny. Trzecia odsłona to jego powrót w rodzinne strony, do Macedonii. Ostatnia historia staje się wyjaśnieniem pierwszej i zatacza koło, które… nigdy nie jest okrągłe. Tu również w obsadzie, jest jedna z moich bałkańskich miłości: Rade Serbedzija. Udało mu się zaistnieć w szerszej świadomości kinomanów, gdyż regularnie grywa w zachodnich produkcjach. Najczęściej ruskich mafiozów. Jednak zagrał również w drugiej części kultowej już „Uprowadzonej”… albańskiego mafioza. Nie mogę się powstrzymać żeby nie przypomnieć tego „dzieła”! Nawet dla rozluźnienia. Ostatni film „Besa” rozgrywa się w zupełnie innych czasach niż dwa pozostałe, jednak tematyka pozostaje jakby ta sama. Jest to oparta na faktach historia trójkąta słoweńsko – serbsko – albańskiego. Widzimy wybuch I Wojny Światowej. Filip – dyrektor wiejskiej szkoły położonej, gdzieś na południu ówczesnej Serbii zostaje powołany do wojska. Musi zostawić swoją żonę w wrogim i obcym środowisku. Na domiar złego jego małżonka jest Słowenką czyli pochodzi z Austro-Węgier. Nikt nie chce się nią zająć oprócz woźnego – Albańczyka Azema, który składa Filipowi obietnice czyli tytułową besę. Obcy będzie chronił obcego. Chwilami film jest zabawny, chwilami wręcz naiwny. Jednak ujmuje mnie ta rozczulająca relacja tej egzotycznej pary. Wykształcona Słowenka i prosty Albańczyk stają się sobie niezwykle bliscy. Wielkie brawa dla absolutnego króla kinematografii ‚bałkańskich’ czyli Miki Manojlovicia, który jest aktorem totalnym. To jak zagrał Azema przyprawia mnie o zawrót głowy i dosłownie wzrusza. Poprzez kilka charakterystycznych gestów zbudował naprawdę wiarygodną postać. Ktoś kto zna trochę Albańczyków uśmiechnie się widząc chociażby scenę „albańskiego zaprzeczania” ;) Może wydawać się, że to takie stereotypowe ukazanie prostego Albańczyka (Znów prostego! Znów z gór!). Nic bardziej mylnego – to właśnie on okazuje się być postacią najjaśniejszą i najmądrzejszą. Trzeba przyznać, że film należy do niego! Filmy powyżej to tylko przystawka. Mam nadzieję, że udało mi się rozbudzić Państwa apetyt :)

Trudne pięknego początki

Nie lubię dużo czasu poświęcać wspominaniu. Zawsze byłam za leniwa na segregację zdjęć, tworzenie albumów czy spisywanie relacji krok po kroku. Dlatego większość moich opowieści o Bałkanach to przede wszystkim anegdoty, krótkie odczucia, mocne akcenty.

Wizyta w radiu Luz w audycji Kocioł Bałkański nastawiła mnie super pozytywnie i w głowie pojawiło się dużo wspomnień. Ze względu na to, że Patryk – prowadzący – pytał mnie jak to wszystko się zaczęło. Jak wyglądała moja pierwsza wizyta w Albanii – zanim jeszcze zaczęłam tam pracować? Zarówno dla tych co słuchali oraz tych co wolą słowo pisane trochę o moich początkach :)

Pierwszy raz, można powiedzieć, że jeszcze turystycznie w Albanii byłam w 2009 roku. Za sobą mieliśmy luzacki Belgrad, rozgrzane jak patelnia Skopje, kompletnie opętany sezonem Ochryd. Albania miała być na chwilę – nie planowaliśmy nawet noclegu. Złożyło się kompletnie inaczej niż początkowo zamierzaliśmy.

IMG_0411

Wtedy pierwszy i ostatni raz mieszkałam w Albanii w hostelu. Dlaczego? Bo dla Albańczyków pojęcie hostelu jest dość egzotyczne. Nie istnieje tam typowa „kultura” hostelowa, bo wszędzie można znaleźć bardzo tanie noclegi w zwykłych hotelach. Często Albańczycy nadają swojemu przybytkowi nazwę hostel dla tak zwanego bajeru, bo wiadomo, że przeciętny „backpackers” do hotelu będzie się bał nawet podejść, a do hostelu popędzi. I pewnie jeszcze przepłaci.

Nie wiem czy przepłaciłam czy nie. Popędziłam szukać w blokowisko, a moi współtowarzysze zostali w lokalu z widokiem na pomnik Chopina… Ile w tej okolicy od tego czasu się zmieniło. Fryderyk stoi jak stał, ale w okół pojawiły się fantastyczne miejsca, gdzie można wypić kawkę lub piwko. Spacer po parku w kierunku jeziora był kiedyś błądzeniem w krzakach po ciemku, którego zwieńczeniem było coś pomiędzy cygańskim targiem, a odpustem. Na brzegu sztucznego jeziora stały koślawe restauracje, gdzie buszowały koty. Tam właśnie zjadłam słynną deskę serów, o której kilka przynajmniej razy już pisałam.

Nie będę zanudzać nikogo opowieściami jak oglądałam piramidę Hoxhy czy plac Skanderbega :)

Piramida Hoxhy

To auto do tej pory krąży po Tiranie :)

To auto do tej pory krąży po Tiranie :)

Oczywiście wrażenie zrobił na mnie ruch drogowy, gdyż jechaliśmy autem moich rodziców, a jeszcze do tego kilka miesięcy wcześniej miałam niewielką samochodową kraksę. Mimo niesamowitej porcji stresu jednak zdarzyło się coś co przesądziło moją przyszłość.

Też już o tym wspominałam. Tyle razy, że aż wstyd.

Wypowiedziana została na albańskiej ziemi BESA czyli honorowa obietnica, która determinuje ludzki los.

„Ej podoba mi się! Ja tu jeszcze kuuuuurrr….. wrócę”

Nie brzmiała może zbyt podniośle. Myślę, że jednak była wystarczająco konkretna.

Do Vlory wtedy nie pojechaliśmy mimo, że przewodnik wspominał o tym, że tam zaczyna się najładniejsza część wybrzeża. Jechaliśmy do Czarnogóry, gdzie musieliśmy zgrać się ze współtowarzyszami. Z tego wszystkiego przegapiliśmy zjazd do Kruji, ale to był czas, kiedy bardziej interesował mnie królewicz Marko niż Skaderbeg.

Szkodra zachwyciła mnie widokiem z Twierdzy Rozafy, ale jako miasto raczej odrzuciło. Tak jest po dziś dzień. Związane jest to również z kilkoma antypatycznymi mieszkańcami tego miasta, których dane było mi poznać. Szkodra w mojej głowie zapisze się jako stolica kombinatorów oraz drobnych cwaniaczków. Bardziej brudne i bardziej brzydkie niż reszta kraju.

Dodatkowo jakimś cudem pojechaliśmy na inne przejście graniczne niż chcieliśmy i zamiast w Ulcinju wylądowaliśmy w okolicach Podgoricy. Dramatu nie było, ale niepokój związany z zaskakująco dłużącą się trasą jest uczuciem, które burzy mój spokój po dziś dzień. Dlatego nie zapamiętałam nic ciekawego oprócz spalonej słońcem ziemi. To również wryło mi się w głowę. Czerwona, sucha ziemia i OCZYWIŚCIE bunkry. Ten krajobraz niczym z filmów science fiction jednak nie zdominował mojego postrzegania kraju, o którym nie wiedziałam wiele, ale w którym czułam się tak samo dobrze jak w innych częściach bałkańskiego wszechświata.

DSC_8399DSC_8463DSC_8417

Teraz jak oglądam zdjęcia z tamtego wyjazdu nie są zbyt ciekawe ani odkrywcze. Składają się w historię o mercedesie i kobiecie z córką na pace ciężarówki. O spalonym słońcem mieście i kurzu. Nie do końca wiadomo o co w tej historii chodzi. Gdzie jest jej początek czy koniec. Brakuje myśli przewodniej.

Takich opowieści o wędrówkach jest setki na blogach podróżniczych. Takich podróży również. Jednak z dumą mogę stwierdzić, że udało mi się wyjść poza schemat!

Najpierw ARTYKUŁ, którego byłam „matką chrzestną” i znalazły się w nim moje wypowiedzi. Dodatkowo był to jeden z niewielu pozytywnych tekstów o Albanii w polskiej prasie w ostatnich latach.

Natomiast w ostatnią niedzielę byłam gościem Kotła Bałkańskiego. Wspominałam o tym już na samym początku, a teraz czas na prezentację. Jeśli ktoś ma ochotę usłyszeć mój głos opowiadający o Albanii zapraszam. Jak chodzi o plany to nie wszystko…. jeszcze mam coś w zanadrzu ;)

KOCIOŁ BAŁKAŃSKI

Ja oraz wspaniały prowadzący Patryk Osuch w samym środku KOTŁA BAŁKAŃSKIEGO!

Ja oraz wspaniały prowadzący Patryk Osuch w samym środku KOTŁA BAŁKAŃSKIEGO!

Bardzo dziękuję zarówno za zaproszenie jak i fantastyczne reakcje na samą audycję!

Na koniec świeżutki mail dotyczący audycji, który całkowicie mnie rozbroił :) Przyjmuję wyzwanie!

mail

Wycieczki fakultatywne! (with Iza)

Coraz częściej na blogu oraz w mailach turyści pytają mnie o wycieczki fakultatywne jakie organizuje we Vlorze. Postanowiłam umieścić je również na blogu i trochę się zareklamować :) Zwłaszcza, że robota przewodnika jest ukochaną częścią mojej pracy. Czasem nawet ludzie pytają czy nie mam dość odwiedzania w kółko tych samych miejsc i gadania tego samego. Bez zastanowienia odpowiadam, że NIE. NIE. NIE.

…i jeszcze raz. NIE.

Niesamowitą przyjemność sprawia mi pokazywanie tego jak fajna, piękna i ciekawa jest Albania. Poza tym z biegiem lat moja wiedza jest coraz większa, a zdobywanie jej jest mega satysfakcjonujące. Zwłaszcza, że informacje o Albanii nie są jeszcze podane na tacy. Pamiętam moje pierwsze „tłumaczenia” albańskich ulotek, informatorów czy stron, kiedy nie było wersji angielskiej lub ilość informacji była niewystarczająca. Czasem żmudne weryfikowanie „ciekawostek” znajdujących się w internecie lub przewodnikach.

To wspaniała sprawa jak mogę podzielić się swoją wiedzą. A robię to tak:

Butrint

Takie emocje wzbudza Butrint!

Najmłodsi miłośnicy Albanii - znaleźć posłuch wśród nich to dopiero sukces!

Najmłodsi miłośnicy Albanii – znaleźć posłuch wśród nich to dopiero sukces!

10565931_701682679901184_348385792_n 10569890_701682636567855_411499955_n 10582241_701682653234520_1606226256_n 10583302_701682486567870_603485265_nNa zdjęciach wychodzi dość… zabawnie :) Za tą serię zdjęć bardzo dziękuję cudownym Iwonie i Zbyszkowi!

Przejdźmy do konkretów.

Poniżej spis wycieczek fakultatywnych, które organizuję. Do wakacji będę chciała opisać największe atrakcje bardziej szczegółowo.

Riwiera Albańska
Wycieczka wiedzie najpiękniejszą nadmorską trasą Albanii. Zwiedzamy całą Riwierę Albańską rozpoczynając od przełęczy i Parku Narodowego Llogara, w którym zatrzymujemy się na tarasach widokowych żeby podziwiać zapierające dech w piersiach widoki. Na poranną kawę zatrzymujemy się w miejscowości Himara, w której poczujemy grecko-albański klimat. Porto Palermo to przepiękne miejsce znane z bazy wojskowej, niezwykłej urody oraz postaci Ali Pasy Tepeleńskiego, który otoczony jest legendą. Następnym przystankiem jest Borsh i piękne wodospady, które stanowią tło dla restauracji. Kolejnym punktem wycieczki jest Butrint i znajdujący się tam park archeologiczny, na którego obszarze możemy odkryć jak bogata jest historia tych terenów. Odbędziemy spacer od czasów pierwszych Słowian, poprzez okres hellenistyczny, rzymski, bizantyjski itd. Następnie czeka nas przerwa na przepięknych plażach Ksamilu, które królują we wszelkich rankingach. Na zakończenie relaksujący spacer deptakiem jednego z najbardziej znanych kurortów, czyli Sarandzie, w której, jak na miejscowość turystyczną przystało, można kupić pamiątki.
Cena: 40 euro/ osoba
Butrint - porównywany do Pompei lub innych zabytków grecki. Miejsce obowiązkowe.

Butrint – porównywany do Pompei lub innych zabytków greckich. Miejsce obowiązkowe.

Wycieczka na Riwierę jest bardzo popularna.

Wycieczka na Riwierę jest bardzo popularna.

Wycieczka na Riwierę jest bardzo popularna.

Na Llogarze TRZEBA mieć fotkę!

Miasto Tysiąca Okien
Pierwszym przystankiem jest Ardenica, gdzie zwiedzamy monaster, w którym możemy podziwiać pięknie zachowane freski oraz ikonostas. Kolejny punkt to Berat, czyli słynne „miasto tysiąca okien” znajdujące się na Liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO oraz nazwane miastem muzeum. Berat uważany jest również za jedno z najstarszych miast regionu. Tam zwiedzamy m.in. starą cześć miasta położoną w obrębie twierdzy oraz monaster i muzeum Onufrego – najsłynniejszego twórcy ikon. Twierdza jest rozległa i można z jej murów podziwiać panoramę miasta. W monastyrze Najświętszej Marii Panny podziwiamy niezwykły ikonostas, a ze względu na to, że już w świątyni nie odbywają się nabożeństwa możemy również znaleźć się po jego drugiej stronie. Po opuszczeniu twierdzy zwiedzamy dolną część miasta z orientalną zabudową. W drodze powrotnej odwiedzamy ruiny starożytnego miasta Apollonia, w którym znajduje się park archeologiczny.
Cena: 30 euro/ osoba
Monastyr Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny oraz Muzeum Onufrego.

Monastyr Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny oraz Muzeum Onufrego.

Berat - Miasto Tysiąca Okien

Berat – Miasto Tysiąca Okien

Apollonia - jedno z najpopularniejszych i najczęściej fotografowanych miejsc.

Apollonia – jedno z najpopularniejszych i najczęściej fotografowanych miejsc.

Albania Północna

Kierujemy się do stolicy Albanii – Tirany. Spacer zaczynamy w dawnej zamkniętej dzielnicy dygnitarzy komunistycznych. Następnie idziemy główną ulicą miasta, na której znajdują się m.in. Pałac Prezydencki i inne budynki rządowe. Zatrzymujemy się również pod Piramidą Hodży i docieramy do Placu Skanderbega, gdzie znajduje się charakterystyczna mozaika, która jest jednym z symboli kraju. Kolejną atrakcją jest miejscowość Kruja. Tu najważniejszym punktem jest tzw. turecka uliczka, na której możemy kupić oryginalne pamiątki. Prowadzi ona również do twierdzy Skanderbega – najważniejszej postaci w historii Albanii.

Cena: 35 euro/ osoba

Tirana czyli stolicę trzeba odwiedzić!

Tirana czyli stolicę trzeba odwiedzić!

Miasto Srebrnych Dachów
Wycieczkę rozpoczynamy od przejazdu wzdłuż malowniczej rzeki Vjosa. Zauważymy, że krajobraz staje się coraz bardziej górzysty. Przejeżdżamy przez miejscowość Tepelena, w której możemy zobaczyć słynny pomnik Ali Pashy Tepeleńskiego oraz pozostałości jego twierdzy. Następnie jedziemy do Gjirokastry, w którym zwiedzanie zaczynamy od rozległej i pełnej zakamarków twierdzy, gdzie znajduje się również wiele eksponatów wojskowych. Z murów roztacza się niezwykły widok. Możemy podziwiać charakterystyczną zabudowę i tzw. srebrne dachy. Po opuszczeniu twierdzy kierujemy się do zabytkowej dzielnicy, w której można pospacerować klimatycznymi uliczkami oraz kupić pamiątki. Następnie jedziemy do Suri i Kalter, czyli Niebieskiego Oka, w którym możemy podziwiać niezwykłe zjawisko przyrodnicze. Położone w gaju źródło nie zostało nadal do końca zbadane, nie wiadomo jaka jest jego dokładna głębokość, ale legenda głosi, że kiedyś było to oko smoka. Nazwa pochodzi od tej legendy oraz od niezwykłego koloru wody.
Cena: 40 euro/ osoba
Gjirokastra i twierdza robią niesamowite wrażenie.

Gjirokastra i twierdza robią niesamowite wrażenie.

Słynne srebrne dachy Gjirokastry.

Słynne srebrne dachy Gjirokastry.

Oko smoka? Jedno z najbardziej tajemniczych i kultowych miejsc w Albanii. Niebieskie Oko.

Oko smoka? Jedno z najbardziej tajemniczych i kultowych miejsc w Albanii. Niebieskie Oko.

Rejs
Propozycja dla osób, które chcą pobawić się w albańskim stylu i przy okazji podziwiać przepiękne widoki. Popołudniowa impreza, gdzie oprócz tańców oraz doskonałej zabawy proponujemy poczęstunek w postaci tradycyjnej albańskiej raki z winogron oraz wina. Dodatkową atrakcją jest serwowana grillowana ryba.
Cena: 25 euro/ osoba

Podsumowanie oczywiście!

Każdy rok zasługuje na odpowiednie pożegnanie. Albania oczywiście hucznie żegnała rok 2014 na ulicach miast, a 2015 został powitany tradycyjnie z rodziną przy indyku, który stanowi tradycyjny noworoczny posiłek. Jednym z najważniejszych tematów w tym okresie był atak zimy. Wszyscy albańscy znajomi w trakcie składania mi życzeń narzekali, że temperatura u nich jest taka sama jak w Polsce. Ja wybrałam aktualnie trochę cieplejszy rejon i wylądowałam w Amsterdamie. Żeby tradycji stało się zadość pracowałam, bo mam nadzieję, że dzięki temu zaprogramuję sobie pracowity i podróżniczy nowy rok.

Nie będę specjalnie oryginalna wymieniając wydarzenia, które podsumowują minione 365 dni w Albanii.

Zacznę od fotografii, która stała się zdjęciem roku dzięki plebiscytowi zorganizowanemu przed Ediego Ramę na swoim „facebookowym” profilu.

 

@edirama

Franciszek I w Albanii @edirama

Zdjęcie przedstawia spontaniczną reakcję Franciszka na widok syna Ediego Ramy, który urodził się niecałe 2 miesiące przed jego wizytą. Fakt, że właśnie ta fotka zwyciężyła pokazuje, również jak pozytywnie Albańczycy odebrali wizytę papieża w ich ojczyźnie. Było to niezwykle ważne wydarzenie również ze względu na to, że oczy całego świata były zwrócone w kierunku nieznanego bliżej państwa bałkańskiego. Albania stała się pierwszym europejskim krajem, które odwiedził Franciszek od początku swojego pontyfikatu.

Oczywiście nie obyło się bez niewielkich zgrzytów, gdyż początkowo pisano o tej wizycie w kontekście domniemanych zamachów terrorystycznych. Zastanawiam się czy rzeczywiście było takie zagrożenie, czy wrzucono Albanię do worka o nazwie „kraj muzułmański”.

Jednak sam papież o Albanii wypowiedział się w taki oto sposób:

Patrząc wstecz na te lata okrutnych cierpień i surowych prześladowań katolików, prawosławnych i muzułmanów, możemy powiedzieć, że Albania jest krajem męczenników.

Jednym tchem wymienił wszystkie trzy najważniejsze religie. Religie, które w Albanii współistnieją. Ilustracją tego jest mój subiektywny wybór Zdjęcia Roku ze zbioru Ediego Ramy.

Ekumenizm w praktyce @edirama

Ekumenizm w praktyce @edirama

Z sielskich obrazków przejdziemy od razu do kontrowersji. Tak jak poprzednie wydarzenie było zwykle drobnym newsem to stosunki albańsko-serbskie były szeroko komentowane w mediach. Niestety również w polskich. Najbardziej kuriozalne są komentarze Adama Sobolewskiego z TVN24, który widzi wszędzie dzikich Albańczyków, których separatystyczne dążenia są zagrożeniem nie tylko dla Bałkanów, ale również dla sytuacji geopolitycznej na biegunie południowym. Tenże młodzieniec niestety zna jedynie język serbski i dlatego korzysta tylko z jednostronnych źródeł. Naczytał się ich tyle, że wierzy w każde słowo i pisze propagandowe bzdurki. Dziennikarstwem tego nazwać niestety nie można, ale wiele osób to łyka, bo i portal poczytny.

Rok 2014 zawsze będzie rokiem spod znaku drona, ale również był to rok pierwszej od 68 lat wizyty przedstawiciela albańskiego rządu w Serbii. Co więcej… był to rok aż DWÓCH wizyt premiera Albanii w Serbii! Zaskoczeni? Zapewne, bo nikt o tej drugiej wizycie nie wspominał. Pewnie dlatego, że wizyta dotyczyła gospodarki, a nie sporów ideologicznych. Zauważyłam, że zachodnie media uwielbiają pisać o Bałkanach przede wszystkim w kontekście słynnej BECZKI PROCHU lub BAŁKAŃSKIEGO KOTŁA. Jest to bardzo czytelne i pozwala umieścić kraje bałkańskie w odpowiedniej roli na arenie międzynarodowej. Wróćmy jednak do drugiego spotkania w Belgradzie, gdzie obaj premierzy zobaczyli się z premierem Chin. Rozmawiali o współpracy gospodarczej z azjatyckim Tygrysem.

Co ciekawe Albania tak naprawdę była stroną silniejszą, gdyż obaj premierzy: chiński i albański obchodzili 65 rocznicę współpracy, która rozpoczęła się jeszcze za czasów Envera Hoxhy. http://gh.china-embassy.org

Co ciekawe Albania tak naprawdę była stroną silniejszą, gdyż obaj premierzy: chiński i albański obchodzili 65 rocznicę współpracy, która rozpoczęła się jeszcze za czasów Envera Hoxhy. Foto: http://gh.china-embassy.org

Uważam, że dialog miedzy Serbią i Albanią nie może być piękny, łatwy i przyjemny. Z drugiej jednak strony dialog oznacza kontakt, rozmowę, a może w końcu porozumienie. Nie jestem naiwna, że Vucić i Rama padną sobie w ramiona, ale ostatnie ich spotkanie wskazuje, że coś pęka i się kruszy. Nastały czasy zupełnie innych problemów. Zauważyłam, że na Bałkanach coraz więcej rozmawia się o bieżących sprawach dotyczących cen paliwa lub prądu czy sytuacji gospodarczej. Te okropne nacjonalizmy czy separatyzmy, którymi wszyscy nas straszą niczym dzieci kiedyś czarną wołgą zeszły zdecydowanie na dalszy plan.

Początki nie są łatwe... (AP Photo/Darko Vojinovic)

Początki nie są łatwe… (AP Photo/Darko Vojinovic)

...ale drugie spotkanie już chyba było łatwiejsze.

…ale drugie spotkanie już chyba było łatwiejsze. (Foto: http://tvklan.al)

Kolejnym wydarzeniem, które będzie również miało wpływ na Albanię w kolejnych latach to uzyskanie przez ten kraj statusu kandydata do Unii Europejskiej. Uważam je za sto razy bardziej kontrowersyjne niż wszystkie drony razem wzięte!

Jeszcze niedawno niektórzy turyści ze śmiechem mówili „Zanim ta Albania do Unii wejdzie to chyba wieki miną”. A teraz? „Boże Wszechmogący po co im ta Unia? Przecież to ich zniszczy! Te wszystkie przepisy, normy… nawet raki nie będzie można się napić normalnie!”

No cóż zawsze z tyłu du….

Najciekawsze jest to, że w tych dwóch wypowiedziach kryją się wszystkie nadzieje i zagrożenia związane z przyszłym wejściem Albanii do UE. Albańczycy krzyczą, że są Europejczykami pełną gębą i dobijają się do naszych wrót. A my? Zaczynamy odkrywać, że coraz mniej w Europie naturalności i oryginalności.

Europa w oparach stereotypów czyli krzywe zwierciadło dla wszystkich. http://europeisnotdead.com

Europa w oparach stereotypów czyli krzywe zwierciadło dla wszystkich. http://europeisnotdead.com

Tym żyła Albania… chociaż można jeszcze wspomnieć o wielkich wyburzeniach, sprzątaniu (pozornym) wybrzeża, uchwaleniu budżetu, podwyższeniu cen energii elektrycznej i coraz lepiej kulającej się turystyce.

A moje podsumowanie? :)

Ten rok był przełomowy – zwłaszcza sezon, który dostarczył mi tyle wrażeń, że na 3 miesiące porzuciłam pisanie. Liczba ludzi, którym pomagałam oswoić się z Albanią idzie już w tysiące. Realne spotkania dają o wiele większą satysfakcję niż wirtualne „lajki” (chociaż to też jest bardzo miłe). Albanią zajmuję się od kilku lat, Bałkanami od kilkunastu (sic!) i w końcu mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że „cośtam” wiem na ten temat :) Teraz jeszcze mam satysfakcję pracy w biurze podróży, które Albanię traktuje jako pełnowartościowy kierunek.

Rok 2014 dał mi taką fajną pewność siebie, która pozwala przekazywać swoją wiedzę dalej i czuć się na swoim miejscu. Zarówno językowo, jak i kulturowo.

Cieszę się, że mój blog wymyka się z kategorii podróżniczej, ale zaczyna być miejscem „eksperckim”. Z pasji zrobiłam pracę i nawet krótkie wyjazdy na Bałkany wpisuję już w kalendarz zawodowy.

Nadal są tam miejsca dla mnie dziewicze. W tym roku udało mi się spełnić wielkie marzenie i zamknąć listę „postjugosłowiańską” czyli odwiedziłam Kosowo (później kraj ten wpisał się również w moją pracę).

Prishtina

Prishtina

Koszmarne drogi :)

Koszmarne drogi :)

Prishtina

Prishtina

Wpadłam na stare studenckie śmiecie czyli do Chorwacji.

Nie da się ukryć najwyższa w Funclubie nie jestem :)

Nie da się ukryć najwyższa w Funclubie nie jestem :)

Wracając z „placówki” zwiedziłam prawie zapomnianą przeze mnie Macedonię, gdzie wciąż szukałam albańskich kontekstów.

Ochryd

Ochryd

Wątki macedońsko-albańskei :)

Wątki macedońsko-albańskie :)

Macedonia to kolejny kraj gdzie można najeść się do syta za niewielką kasę.

Macedonia to kolejny kraj gdzie można najeść się do syta za niewielką kasę.

Za ajvar od baby sprzedam duszę!

Za ajvar od baby sprzedam duszę!

Iza i jej monastyry.

Iza i jej monastyry.

A koniec końców przedyskutowałam wizytę Ediego Ramy oraz kwestię drona najpierw w Sarandzie, a później w Belgradzie. Z obiema stronami! Na gorąco!

Uczestniczyłam w Targach Książki w Tiranie co było takim moim małym marzeniem.

IMG_2393 IMG_2402 IMG_2405 IMG_2453Mój rok miał smak ajvaru oraz granatów.

Niech to się nie zmienia.

Czytelnia bałkańska

Lubię Święta, bo wtedy mam trochę więcej czasu na beztroskie czytanie. Nigdy nie wychodzą mi ambitne plany przerobienia wszystkich „lektur”, które sobie zadam. Zwykle kończy się to na przeczytaniu wszelakich babskich gazet, które znajdę u Mamy, ale jak zapasy się skończą w końcu przychodzi czas na Literaturę z prawdziwego zdarzenia.

Ismail Kadare zdradził na łamach The Week jakich jest dla niego sześć najważniejszych książek.

Postanowiłam, więc stworzyć moje subiektywne TOP 6 FROM BALKAN… i nie tylko. Może to będzie fajny pomysł na prezent last minute, albo początek przygody z literaturą z tej szalonej części Europy.

Trzymam się z daleka od autorów „z zewnątrz”, ale nie omijam Turków, bo dla mnie ich wpływ na Bałkany jest tak wielki, że mentalnie stali się ich częścią. Dorzucam Słoweńca, kiedyś Jugosłowianina, ale niby już nie do końca Bałkańca… no jak zwykle kociołek.

1. Ivo Andrić „Most na Drinie”

Zaczynam listę od klasyki. To jest książka, do której mogę wracać i wracać. Bośnia w pełnej krasie. Z bałkańskimi legendami, orientem oraz niezwykłą historią.

Poza tym Ivo Andrić to jedyny jugosłowiański noblista, więc każdy bałkanofil powinien znać tego Pana. I koniec! A zapoznawanie się z nim jest naprawdę wielką przyjemnością.

2. Orhan Pamuk „Śnieg”

Kolejny noblista i znów wielka literatura. Powiem szczerze, że Pamuk nie jest łatwy, prosty i przyjemny. Czasem jest uważany za nudziarza, ale niewielu jest pisarzy, którzy potrafią zbudować słowem tak niesamowity klimat. Plącze wątki kryminalne, zahacza z miłosnymi… no i ten śnieg, który nie chce przestać padać.

Nobliści chodzą parami

Nobliści chodzą parami

3. Ismail Kadare… nie wybrałam jednej książki, bo to byłaby profanacja. Chyba każdy mój czytelnik wie, za co kocham albańskiego niedoszłego noblistę.

Zapasy na zimę

Zapasy na zimę

4. Bozidar Jezernik „Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników”

To najlepszy „przewodnik” po Bałkanach jaki kiedykolwiek powstał. Może trochę przerażać przypisami, naukową formą i rozmiarem. Książka jest jednak tak fascynująca, że czyta się ją jak powieść… czasem nawet science fiction. Zwyczaje, przesądy i stereotypy czasami śmieszą, czasami straszą. Możemy nasze wyobrażenia zderzyć z tym co myśleli pierwsi „turyści”.

Plus dużo historii podanej w ciekawej formie.

Dzika Europa? Dzikie Bałkany?

Dzika Europa? Dzikie Bałkany?

5. Ylljet Alicka „Kompromis. 13 opowiadań albańskich”

Książka momentami wstrząsająca. A najciekawsze, że napisana bardzo prostym językiem – bez ozdobników, rozbudowanych metafor. Może właśnie dlatego tak uderzająca. Nie jest to na pewno lektura świąteczna, bo bardzo dołuje. Jednak jak ktoś chce dowiedzieć się czegoś o tym jak wyglądało zamknięte państwo od środka warto!

Jedna z najbardziej dołujących książek jakie czytałam...

Jedna z najbardziej dołujących książek jakie czytałam…

6. Dubravka Ugresic „Kultura kłamstwa”

Kilka lat temu jak Ugresic była na fali nikt, by mi nie wmówił, że umieszczę ją w spisie moich ulubionych książek. Nie znalazłam autora, który w tak dobitny, a zarazem klarowny sposób pisałby o „jugonostalgii”, o utracie kraju, nacjonalizmie oraz wojnie. Książek na ten temat powstało mnóstwo – może nawet literacko lepszych, ale jednak to właśnie „Kultura kłamstwa” wbiła mi się w głowę i stała się punktem wyjścia.

Nawet we mnie ten ranking pozostawia pewien niedosyt. Ważnych, pięknych i ciekawych książek z Bałkanów i o Bałkanach jest bardzo dużo. Warto też przejść się do biblioteki albo poszperać na allegro lub w antykwariatach, bo tam czai się dużo perełek literatury jugosłowiańskiej, która była wydawana w okresie komunizmu w całych seriach. Współcześnie dużo południowców jest w ofercie m.in. Wydawnictwa Czarne oraz Pogranicza.

Albania pod choinkę

Pierwsza mikołajkowa fala minęła, ale teraz nastał okres świątecznej gorączki.

Czas zastanowić się nad prezentami. Moje propozycje będą tradycyjnie albańskie :) Klasycznie stawiam na książki i tym razem zrobię przegląd dostępnych na polskim rynku przewodników po Albanii.

Na co dzień używam przewodników kupionych u źródeł. Korzystam z tego typu książek zupełnie inaczej, bo zawodowo. Problem z polskimi przewodnikami jest taki, że zawierają błędy i przez to trochę im nie ufam. Jednak z drugiej strony jako turysta też korzystam z przewodników i jeszcze przez jakiś błąd nie umarłam. Dlatego do tematu podejdźmy ze świątecznym luzem.

Albania. Bałkański Dziki Zachód.

Autor: Mateusz Otręba

Wydawnictwo Bezdroża

Cena: ok 35 zł

bealb1

Jedno z moim ulubionych wydawnictw. Ich przewodniki nie są kolorowe, ale są konkretne. Z Albanią poszli troszkę na łatwiznę. Przez kilka lat wydawali bardzo fajny przewodnik po całych Bałkanach, który towarzyszył mi we wszystkich tripach, które ze znajomymi organizowałam. Przewodnik po Albanii w dużej części okazał się „kopiuj-wklej” właśnie z tego zbiorowego wydawnictwa.

Przez to wiele informacji jest kompletnie przestarzała. Bzdurki w stylu opowieści o szwedzkich turystkach, które opalały się topless i miały jakieś piętrowe kłopoty z tego powodu, ceny niezgodne z rzeczywistością i abstrakcyjne zupełnie rozkłady jazdy.

Bardzo podobają mi się w tym przewodniku czytelne plany miast i nieprzegadane opisy miejscowości. Przy każdym obiekcie w nawiasie znajduje się krótkie info o cenie biletów, godzinie otwarcia etc. Ozdobiony niewielką ilością zdjęć, stawia na konkretny tekst. Książka ma format, który zmieści się do każdej torebki i nie będzie zawadzać w walizce. Na końcu posiada małe rozmówki.

Albania – Przewodnik turystyczny (seria Miejsca świata)

Autor: Tibor Dienes

Dom Wydawniczy Księży Młyn

Cena: ok 35 zł

book_id40_0_show

To pierwszy przewodnik po Albanii na polskim rynku. Najstarszy i… najnudniejszy. Czarno-biały z masą informacji oraz planów. Ułożony według tras „wycieczek”, ale napisany bardzo ciężkim językiem. Informacji jest dużo – naprawdę można dowiedzieć się z niego wiele. Format również jest bardzo praktyczny. Jednak przypomina mi to trochę taki „podręcznik do Albanii”.

Albania – Praktyczny Przewodnik.

Autor: Łukasz Gołębiewski, Krzysztof Bzowski, Grzegorz Petryszak

Wydawnictwo Pascal

Cena: ok 45 zł

albania_PP_okl_zewn.indd

Ten przewodnik mnie jakoś odrzuca. Bardzo brzydko wydany i moim zdaniem średnio nadaje się na fajny prezent. Tłumaczenie, że wybrano specjalny papier który jest lżejszy i nie męczy w ostrym słońcu oczu…. jest dla mnie trochę na wyrost. W innych przewodnikach informacji tyle samo, a może nawet więcej. Format również „cegłowaty” i nie do każdej torebki. Wcale nie jest lekki mimo tego „oszczędnego” papieru.

Albania – Przewodnik Ilustrowany.

Autor: Łukasz Gołębiewski, Krzysztof Bzowski, Grzegorz Petryszak

Wydawnictwo Pascal

Cena: ok 40 zł

Albania_PI_okl_zewn.indd

Wydawnictwo i autorzy ci sami co w przypadku poprzedniej książki, ale jest zdecydowanie lepiej. To jest książka, która może być bardzo pięknym prezentem ze względu na bardzo dużą ilość naprawdę ładnych zdjęć. Informacji jest mniej niż w innych przewodnikach, ale są praktycznie podane w przystępnej formie. Jest to propozycja dla osób, które chcą mieć ładną książkę na półce, do której można wracać jak do albumu ze zdjęciami i przypominać sobie wakacje w Albanii.

Albania. Przewodnik

Autor: Figiel Stanisław, Krzywda Piotr

Wydawnictwo Rewasz.

Cena: ok 35 zł

alb13Też bardzo dobra pozycja, w której jest naprawdę dużo informacji. Coś pomiędzy „pigułkową” formą Bezdroży, a rozwleczonymi opisami Miejsc świata. Czarno-biały, ale ładnie wydany. Format praktyczny – do torebki. Dla osób, które planują wyjazd w góry może się okazać bardzo przydatny, bo autor jest znanym przewodnikiem górskim i poświęca temu dużo miejsca i zdecydowanie ta część jest lepsza merytorycznie i ciekawsza.

Albania. Przewodnik Globtrotera.

Autor: Dawid Dudek

Wydawnictwa Globtroter.

Cena: ok 30 zł

ALBANIA PRZEWODNIK GLOBTROTERA1Wizualnie dość przaśny, ale praktyczny. Podzielony według okręgów albańskich, a nie tras. Napisany lekkim piórem, całkiem przejrzysty, ale strasznie nijaki. Kilkukrotnie czytałam fragmenty i moim zdaniem wszystko w tym przewodniku zostaje liźnięte. Tak jakbyśmy  musieli zwiedzać Albanię w biegu. Nie wiem czy akurat ten przewodnik chciałabym znaleźć pod choinką. Format torebkowy, czyli idealny w podróży. Takiej szybkiej  z plecakiem.

Mam nadzieję, ze ten szybki przegląd będzie przydatny. Jeśli jednak nie gustujemy w przewodnikach, ale chcemy kupić komuś jakąś albańską książkę polecam przede wszystkim Kadarego i odsyłam do wcześniejszych wpisów:

ISMAIL KADARE

NAJNOWSZE POWIEŚCI KADAREGO

Fajnym pomysłem mogą być również ROZMÓWKI.

… ale tak naprawdę czemu się ograniczać? Myślę, że najlepszym prezentem byłby wyjazd do Albanii :) Jak już będziemy mieli przewodnik to nic nie stoi na przeszkodzie!